środa, 7 października 2009

Konopna krucjata dziennikarzy z zielonogórskiej "GW"


Są akurat zbiory kwiatostanów tej rośliny, dziennikarze znaleźli kilogram liści samych pod ekonomikiem i wezwali policję. W Polsce uprawiać nie wolno, ale już 50 km dalej, w Brandenburgii, jak najbardziej, choć ograniczono liczbę krzaków na mieszkańca jak i liczbę gramów jakie można legalnie posiadać. Pierwszy sklep z nasionami jest na Scharrnstrasse 100 metrów za polską granicą w Słubicach.

Dziennikarze z GW, czy jak ktoś przy was będzie palił dżointa, też go sypniecie na pały? Z marihuaną trudno jest przesadzić, nie uzależnia fizycznie jak alk czy papierosy, dane o szkodliwości używek sytuują ją znacznie poniżej szkodliwości tamtych środków odurzających.

Tymczasem pewna pani z GW nigdy tego nie próbowała, bo się ongiś z ciekawości aż zapytałem, skąd jej represyjne podejście. Ci ludzie po prostu podtrzymują stereotypy.

Marihuanę można legalnie kupić w Holandii, w Kalifornii jest na karty czipowe wydawane przez lekarzy dostępna w ulicznych automatach. Jest to używka, jak alkohol, ale robienie z tego obsesji dla policji i władz uważam za przejaw dziennikarskiej paranoi.

Rozumiem jakby ktoś przesadzał z paleniem. Też nie sądzę że uczniowie powinni palić trawę przed zajęciami, ale w czasie wolnym w niewielkich ilościach- czemu nie? Aha, dzieci poniżej 16 lat też wg mnie powinny być trzymane z dala od tego. Tymczasem w Anglii jarają 9-latki nawet, ba, jako że dzieci nie są karane, więc to one sprzedają.

Nie można od palenia umrzeć, ale można mieć problemy. Aby ich dostać trzeba jednak jarać to w ilościach przekraczających granice rozsądku i taktu. Rozmaite rządy regulują więc dopuszczalne ilości i rozmiary domowych hodowli. Polska, z tego co mi donoszono, jest jednym z 3 krajów UE gdzie "wszystko zakazano", 22 inne stosują różne ograniczenia, ale samą konsumpcję dopuszczają.

1 komentarz:

Ilu mieszkańców mieszka wg ciebie w Zielonej Górze?