poniedziałek, 7 września 2009

Święto ulicy Ząbkowskiej w Warszawie- wzorem dla Winobrania

Święto Ulicy Ząbkowskiej mogłoby być wzorem dla Winobrania. Ząbkowska i Brzeska- dwie najniebezpieczniejsze ulice Warszawy, powoli odkrywane przez bohemę. Brzeska to slumsy, to sztukaterie odpadłe od zeslamsiałych, ongiś bogato zdobionych kamienic, które dziś zamiast fasay mają gołe cegły i resztki esów-floresów. Burmistrz zrobił tu święto. Pod ruiną kamienicy z oknami zabitymi nowymi dyktami ustawiono scenę. Jest i wielki tir-platforma, wszystko gotowe do wielokulturowego korowodu.

Dla mnie istotą takich imprez jest karnawałowy korowód- bo przecież większośc przychodzi dla owej parady, a nie na stragany. Kiedyś byłem tylko widzem takich imprez, od dobrych kilku lat jestem ich uczestnikiem, współtwórcą po trochę. Zwykle jestem w tych różnych grupach które coś-tam robią, tańczą, grają. Inni ludzie się patrzą jak my się bawimy.

Korowód na Ząbkowskiej, mimo że mały, był świetny. Tylko jeden tir z poprzebieranymi w pióropusze laskami tańczącymi sambę. Znałem kilka z nich! Kris, przebrana w pióropusze, coś długo i zawzięcie tłumaczyła mi z tego swojego wozu, nie wiem co, za daleko byłem. Ona jest instruktorką samby z Brazylii. Kilka razy nas uczyła tańczyć podstawowy krok do samby. Umiem tylko podstawy, ale twardo tą sambę tańczę z Anastazją.

Kobiety tańczące na tirze, te całe grupy samby o różnych nazwach (w stylu „Samba Latino” etc.) mają wielkie kolorowe pióropusze, dokładnie takie jak na karnawałach. Bo sambę trenuje się by robić właśnie takie uliczne szoł. Są wielką atrakcją, nawet po korowodzie ludzie wyłapują je by pstryknać sobie z nimi zdjęcie. Mam jakieś ekologiczne obiekcje do pióropuszy, chyba pióra są prawdziwe. Dla ładnych piór kompletnie wytrzebiono już ptaki Kiwi.

Capoeiristas idą przodem. Są nas dwie czy trzy ekipy z różnych grup. Ja dopiero wychodzę z przeziębienia, nie za pewnie się czuję, ale w końcu gram bardzo często. Na początku całego korowodu walczy ze sobą dwóch capoeiristas, za nimi idzie reszta capoeiristas, z baterią (orkiestrą, grając na berimau, pandeiro), potem jakieś kobiety tańczą, potem za nimi jedzie tir z całą ekipą tancerek samby, a za tirem idzie jedna z najlepszych orkiestr samby w Polsce.
Taką sambę gra się na bębnach, które się nazywają np. surda, marcação czy jakoś tak. Jestem zaprzyjaźniony z grupą „Samba z Szamba”, która ze swoją sambą podróżuje po Europie, utrzymując się przez wakacje z tak zarobionych pieniędzy. Kiedyś, mieszkając we Francji, sam w czymś takim grałem, mój instrument to był stary bęben od pralki z membraną z pleksiglasu przyklejoną taśmą klejącą.

Świetnie to wszystko wyszło. Jeszcze jak wszyscy poszli, to ja z Anastazja pograliśmy z 15 minut mając spory tłum za widownię. Nie wiem czy ta capoeira jest taka ciekawa, ani specjalnej akrobatyki nie robiliśmy, parę razy jak wyciąłem Anastazję to jej pomogłem się przeze mnie przełożyć, żeby gra była ciekawsza. Ale naprawdę jesteśmy w tym średni. Dobry to jest Lagarto, kark, kafar, koks, który na ten korowód przyszedł z włosami na głowie pomalowanymi w brązowe paski, w taką panterkę (ciekawe czy sam to wymyślił, czy też gdzieś podpatrzył), i oczywiście mnie rozwalił w grze.

Korowód w Zielonej Górze? Halo, bez takich drastycznych porównań. Pamiętam ten z roku ubiegłego. Puszczono jakieś dicho z głośników, umcy-umcy. Jakaś komercyjna firma puściła komercyjna muzykę, stwierdzając że ona wie lepiej jak się takie coś organizuje. Jakieś coś, czego nawet opisać nie umiem, jakiś komercyjny pop czy disko. W ogóle to autentycznie nie było. „Nie tańcz jak ci zagrają”- pisałem wtedy. Istotnie, powinienem zejść z platformy zamiast próbować udawać że się bawię.

W Zielonej Górze idąc w korowodzie udajemy że się bawimy. Tu- ja się bawiłem naprawdę, choćby dlatego że cała ta impreza była bardziej tworzona przez ludzi, bardziej autentyczna, Nikt się nie wpieprzał, nie rozstawił na całej tej ulicy swoich głośników z których zapodawałby jakieś swoje dicho. Tutaj przyszedłem z przyjaciółmi, bawiłem się z przyjaciółmi, i tylko denerwowali mnie natrętni „fotografowie-amatorzy” którzy podchodzili niebezpiecznie blisko walczących by robić zdjęcia.

W Zielonej Górze nawet nie powalczyłem na ulicy z innymi capoeiristas. A przecież po to ludzie trenują codziennie latami, żeby publicznie sobie pograć. Źle to wszystko w ZG zorganizowano, po prostu… W Warszawie przebiegiem walk capoeiry kierował jeden z trenerów, to on kazał wszystkim iść przodem i grac na początku. Moi znajomi opowiadali mi że burmistrz dzielnicy Praga sam kierował leniwymi ochroniarzami i dyrygował jakimiś organizacyjnymi sprawami, mimo że to przecież niedziela i ma wolne. Szkoda że w Warszawie święto jakiejś zaniedbanej ulicy na slumsach jest lepiej zrobione niż Winobranie, i kosztuje pewnie 1/10 tej sumy.

Film video: Rio de Praga w tvnwarszawa.pl
http://www.tvnwarszawa.pl/-1,1618101,0,,rio_de_praga,wiadomosc.html

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Ilu mieszkańców mieszka wg ciebie w Zielonej Górze?