piątek, 16 stycznia 2009

Co możnaby przenieść z Warszawy do Zielonej Góry?

Żyjąc w pełnej atrakcji Warszawie możnaby zupełnie zapomnieć o Winnym Grodzie. A tyle ciekawych zmian należałoby przenieść do Zielonej Góry.



Na warszawskim Powiślu chyba wszystkie księgarnie poszerzono o funkcje kawiarniane. To taki miły intelektualny standard- poprzeglądać książki popijając czy przegryzając. Jakże milo jest wpaść po treningu na intelektualne spotkanko, jakie moi znajomi cyklicznie organizują w takim klubie, zjeść tam tartę z soczewicy i papryki popijając ją sokiem pomidorowym. Pycha. Przy okazji można wypatrzeć na półce nową książkę o tym jak wychowywać dzieci bez wychowywania.
Autobusy nocne kosztują w Warszawie tyle samo co dzienne, obowiązują te same karty miesięczne. Kursują cyklicznie co 30 minut. Młode pokolenie korzysta z nich nader często, mimo że większość zwykłych linii kursuje nawet do północy. W weekendy zwykle są przepełnione, trzeba stać, jak w "ósemce".

Kluby nie są większe niż w Zielonej Górze, za to organizują mnóstwo cyklicznych imprez. W dni powszednie są 4 cykliczne imprezy reggae/ragga/dancehall, dwa dżemy bębniarskie (można przyjść ze swoim instrumentem i grać z innymi amatorami), i cała masa innych eventów. W weekendy wykaz imprez liczy zwykle kilkadziesiąt pozycji na każdy piątkowy czy sobotni wieczór. Piwo kosztuje w Warszawie 7 zł, sok 4-5 zł, i to chyba dzięki tym cenom klubom opłaca się organizować imprezy już dla 20 osób. W Zielonej Górze organizatorzy imprez reggae narzekają gdy przyjdzie mniej niż 200 osób. W Warszawie nie zauważyłem by jakoś specjalnie narzekano nawet na kilkunastoosobową frekwencję.

Jeśli chodzi o sport, w Warszawie jest masa możliwości. Jest sztucznie naśnieżny igielitowy stok narciarski, na którym już kilka razy szalałem na desce. W Zielonej Górze brak jest i igielitu, i sztucznego zaśnieżania. Warszawa ma też kryty skatepark. Do tego mnóstwo nawet rzadkich odmian sztuk walki, zagraniczni trenerzy i nauczyciele. W Zielonej Górze zimą natomiast można się zanudzić, tudzież wyjechać z miasta w góry.

Metro w Warszawie jest bezkonkurencyjnie szybkie w przemieszczaniu się po wielkim mieście. W Zielonej Górze mamy przedwojenną linią kolejową z ul. Wiśniowej przez os. Łużyckie do dworca PKS, ale służy ona od lat jako śmietnik, choć jej wykorzystanie i wprowadzenie tu choćby malutkiego autobusu szynowego stworzyłoby namiastkę bardzo szybkiego transportu miejskiego. Aż pomyśleć, że linia kiedyś prowadziła do Jędrzychowa i Polskiej Wełny. Dziś byłaby jak znalazł, gdyby nie zwijanie torów przez władze miasta.

Warszawa ma też świetne galerie sztuki współczesnej; Zachętę i Centrum Sztuki Współczesnej. To wstyd i żenada że w Zielonej Górze sztukę współczesną eksponuje się w jednej salce. Od lat apelowałem by stworzyć jakąś większą galerię, proponowałem by wykorzystać jakieś stare hale fabryczne, na przykład w Polskiej Wełnie- przecież kilka z nich stoi dziś pustych. Do tego w Warszawie są festiwale filmowe, na niektóre z nich można nawet wchodzić za darmo, jak np. na ostatni festiwal filmów o prawach człowieka. Jest co najmniej kilka kin dla koneserów ambitniejszych filmów.

Warszawa nie jest jakimś cudem. Wiele z jej pozytywnych aspektów to nie dzieło polityków, ale przedsiębiorców: księgarzy, właścicieli pubów i barów, muzyków, artystów. To dzięki politykom są autobusy nocne, stok narciarski, galerie czy metro. Zielona Góra może mieć to samo, wystarczy tylko przekonać polityków, przedsiębiorców i samych mieszkańców.

1 komentarz:

  1. Kryty skatepark w Warszawie powstal przy wspolpracy skateshopu Kamuflage i wlasciciela Blue City. Inna sprawa to kryta arena we Wroclawiu, pierwsza tego typu inwestycja w Polsce na taka skale. pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Ilu mieszkańców mieszka wg ciebie w Zielonej Górze?