niedziela, 12 października 2008

Trybunał Inkwizycyjny w Zielonej Górze łamie prawa człowieka. Więzienie bez sądu.

Szanowna Pani
Prezes Sądu Okręgowego w Zielonej Górze
Sędzia S. O. Anna Jasińska
Szanowna Pani,

Uważam za godne potępienia przetrzymywanie w areszcie chorego na cukrzycę obywatela Holandii Ariego, którego los opisała Gazeta Lubuska. Byli to plantatorzy marihuany holenderskiego pochodzenia, hodujący marihuanę w Polsce i sprzedający ją na zachód Europy.
Marihuana jest w Holandii i np. Czechach w legalnej lub półlegalnej sprzedaży, to znaczy można wejśc do coffe-shopu, znajdującego się np. w Amsterdamie na większości ulic, i nabyć dżointa, który kosztuje 3,50 euro, tudzież można nabyć różne gatunki marihuany. Tamtejsze prawodawstwo nie reguluje jednak kwestii pochodzenia ani uprawy tej rośliny. W innych krajach, np. we wszystkich landach RFN poza katolicką Bawarią posiadanie i konsumpcja marihuany jest legalna, różnice dotyczą dopuszczalnych ilości jakie można legalnie posiadać i kosumować.

Nie dziwi mnie że w Polsce, gdzie koszty pracy są niższe, uprawiano marihuanę na rynek zachodnioeuropejski. Nie uważam tego za "handlowanie śmiercią", bowiem znam skutki działania tej rośliny. Wg badań nie uzaleznia ona fizycznie jak alkohol czy papierosy. Przy nadmiernym użyciu jednakże może utrudnić koncentrację nad nauką w przypadku młodzieży szkolnej, efekt ten jednak jest krótkookresowy.

W Polsce niestety nie ma kultury palenia marihuany, a młodzież z bloków pali zwykle za dużo. Z tego co widzę obecnie inicjacja palaczy marihuany nastepuje w wieku 11- 13 lat, w niektorych miastach marihuanę palą już 9-letnie dzieci, a do budowy bongów (fajek wodnych) potrafią wykorzystać dziecinne wiaderka z piaskownicy. Nie inaczej wygląda wiek inicjacji w Wielkiej Brytanii- tam też marihuana jest popularna wśród dzieci, bo to one ją posiadają i sprzedają z uwagi na ich niekaralność.

Nie demonizowałbym jednak- gdyby bowiem była to substancja tak szkodliwa, Wielka Brytania czy Holandia, kraje o największej konsumpcji, gdzie większość mieszkańców miała styczność z konsumpcją tej rośliny, po prostu nie byłyby tak zamożne. Przy umiarkowanej konsumpcji marihuana pozwala na lepszą koncentrację, pozwala się odpręzyć bez negatywnych efektów jakie daje konsumpcja alkoholu.

Rozumiem uczucia katolickie i kwestię odmienności wyznań. Marihuany zwykle nie palą katolicy, nie jest ona popularna w krajch katolickich. I nie sądzę by katolicka moralność i ideologia była dobrym punktem wyjścia do osoądzania, więzienia i przetrzymywania plantatorów z innego kraju gdzie większość jego mieszkańców tą roślinę konsumuje lub konsumowało, a jej konsumpcja jest popularna niczym picie piwa.

Nie jest to tez dobry punkt wyjścia do osądzania osób tutejszych, nic z moralnością katolicką nie mających wspólnego, jak owego chłopaka z zielonogórskeigo skejtparku, którego za obrót marihuaną wsadzono bez wyroku do aresztu na kilka miesięcy do celi z mordercami, o czym mi ostatnio opowiadał. Jest to w mojej opinii kontrowersyjne zwłaszcza gdy samemu nie zna się skutków stosowania takiej rośliny, a swoją wiedzę opiera się na innych, niekoniecznie obiektywnych źródłach.

Z wyrazami szacunku
Adam Fularz,członek Rady Krajowej Partia Zieloni 2004, oddział lubuski

Literatura:

Tekst Gazety Lubuskiej:http://www.gazetalubuska.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20081012/POWIAT16/113217361


12 października 2008 - 18:08
Sąd trzymał w areszcie ciężko chorego Holendra. Zdrowi Polacy, oskarżeni w tej samej sprawie, byli na wolności. Holender twierdzi, że w więziennym szpitalu lekarze chcieli obciąć mu nogę.

11-10-2008


Sprawą interesują się obrońcy praw człowieka. Arie M. ma 55 lat. Słabo mówi po polsku. Relację z pobytu w areszcie przekazuje jego partnerka życiowa Barbara (imię zmienione). - Skandaliczne warunki, nikt nie traktował go jak chorego, nie robili mu żadnych badań. Jeszcze na wolności, z powodu miażdżycy, obcięto mu palec, ale prognozy były optymistyczne - opowiada kobieta. - Tymczasem w areszcie zaczęły się psuć dwa kolejne place. Zamiast je ratować, lekarze chcieli obciąć nogę, ale się nie
zgodził. W sumie przez pół roku pobytu w areszcie tylko trzy tygodnie był w
szpitalu, przez resztę dni tylko przychodzili i zmieniali mu opatrunek, nikt nie
interesował się jego nogą. Nie badali mu poziomu cukru, choć choruje na
cukrzycę. Dopiero dwa tygodnie przed wyjściem przeprowadzili normalne badania.
Okazało się, że ma pozatykane żyły. Potrzebuje operacji.

Sąd: - Istnieje groźba ucieczki lub ukrycia
Rok temu wielkopolska policja wpadła na trop grupy zajmującej się produkcją narkotyków. Mózgiem był Henri A., obywatel Holandii mieszkający w Polsce. Pomysł był prosty. Zwerbował kilku mieszkańców lubuskich wiosek, u których hodował konopie indyjskie, a narkotyk sprzedawał na zachód. Wśród współpracowników był Arie, też od lat mieszkający w Polsce. Policja najpierw zatrzymała Henriego, później jak po sznurku docierała do kolejnych wspólników. W sumie zarzuty usłyszało dziewięć osób. Boss - zorganizowania i kierowania grupa przestępczą, pozostali - udziału w tej grupie. Wszyscy trafili do aresztu.

Tu drogi Holendrów i Polaków się rozchodzą. Polacy złożyli
wyjaśnienia i wyszli na wolność. Za kratkami pozostali jedynie Holendrzy. Henri
- ze względu na najcięższe zarzuty. Arie - bo nie przyznał się do przestępstw i
zdaniem prokuratora, umniejszał swą rolę. Ale później zaczął współpracować ze
śledczymi. W rezultacie prokuratura nie upierała się przy areszcie. Była gotowa
zamienić go na poręczenie majątkowe, zakaz opuszczania kraju i dozór
policyjny.

Wydawało się, że Arie opuści areszt. Ale mimo takiej "przychylności”
prokuratora, sąd zdecydował, że Holender kolejne trzy miesiące spędzi za
kratkami. Uzasadniał to groźbą matactwa, obawą ucieczki lub ukrycia. "Fakt
zagrożenia orzeczeniem surowej kary, mimo przyznania się oskarżonego, w ocenie
Sądu uzasadnia jednakże obawę zakłócania przez oskarżonego prawidłowego toku
postępowania (...) - pisała sędzia Sylwia Łysa. Jej zdaniem, zwolnienia nie
uzasadniał również na stan zdrowia Arie.

Obrońca: - To decyzja nierozsądna,
niehumanitarna
Adwokat Ariego nie ukrywał oburzenia. - To jawna
niesprawiedliwość. Polacy, którzy mieli takie same zarzuty, też złożyli zeznania
i wyszli. Byli zdrowi, łatwiej mogli uciec niż Holender, który jeździ na wózku.
Ten człowiek jest poważnie chory - tłumaczył Krzysztof Szymański, który zaczął
zasypywać sąd prośbami o uchylenia aresztu. W pełnym emocji wniosku napisał:

"Rażąca niesłuszność aresztu polega na tym, że pozostali oskarżeni z wyjątkiem
Henriego A. mają zarzuty identyczne lub poważniejsze, a w stosunku do nich
areszt został uchylony jeszcze przed wniesieniem aktu oskarżenia. W sposób
drastyczny sąd różni Ariego M. od pozostałych oskarżonych, pozostających na
wolności”.

Szymański tłumaczył sądowi, że jego klient nie ucieknie, bo od 14 lat
mieszka w Polsce, a za granicą nie ma ani mieszkania, ani majątku. Powoływał się
na to, że nawet prokuratura nie sprzeciwiała się wnioskowi o uchylenie aresztu.
Podkreślał, że Arie jest ciężko chory i wymaga stałej opieki lekarskiej. - Od
chwili zamknięcia w areszcie, nie został dostatecznie zdiagnozowany. Pojawiło
się niebezpieczeństwo obcięcia kolejnego palca. Jeśli w takiej sytuacji sąd
uznaje, że stosowanie aresztu jest niezbędne, to taką decyzje można ocenić jako
nierozsądną, sprzeczną z prawem i niehumanitarną - twierdził obrońca.

Sędzia prowadząca sprawę odmówiła zwolnienia. Uznała, że Holender może uciec, bo ma rodzinę za granicą. Fakt, że inni oskarżeni w tej sprawie są na wolności,
tłumaczyła tym, że wcześniej zwolnił ich prokurator, a nie sąd. A stan zdrowia
Ariego był na tyle dobry, że mógł spokojnie przebywać w areszcie.

Sąd powoływał się na systematyczne kontrole. "Nie ma podstaw do przyjęcia, że dalszy pobyt w warunkach jednostki penitencjarnej zagraża życiu czy też zdrowiu oskarżonego” - pisała Łysa.

Fundacja Praw Człowieka: - Sprawdzimy to!

Szymański cały czas pisał wnioski o zwolnienie z aresztu. Postępowanie sądu bez ogródek nazywał "dyskryminacją ze względu na obywatelstwo lub narodowość”. W końcu jeden z wniosków odniósł skutek. I to spektakularny! Nie dość, że sąd zwolnił Ariego z aresztu, to jeszcze nie zastosował nawet dozoru policyjnego i zakazu opuszczania kraju. Dlaczego?Pojawiły się nowe okoliczności w sprawie stanu zdrowia Holendra.

Ledwie tydzień po tym, jak sąd twierdził, że Arie może być leczony w zamknięciu,
okazało się, że stan zdrowia tak się pogorszył, że musi wyjść. Powołując się na
zaświadczenia z aresztu, sąd napisał, że występuje krytyczne niedokrwienie nogi
z zaleceniem "leczenia operacyjnego rekonstrukcyjnego”, które może być
przeprowadzone tylko w szpitalu poza aresztem. Ponieważ Arie jest obywatelem
Holandii, może leczyć się w swoim kraju.

Sprawą interesowała się Helsińska Fundacja Praw Człowieka. - Sprawdzimy, dlaczego wobec osoby, która się przyznała, cały czas stosowany był areszt. To, co interesuje nas najbardziej, to fakt, że był to chory, który poruszał się na wózku inwalidzkim. Sprawdzimy, czy w areszcie miał możliwość stosownego leczenia. Jeśli nie, byłoby to traktowanie nieludzkie. Będziemy sprawdzali, czy nie doszło do łamania praw człowieka - mówi dr Piotr Kładoczny, prawnik z Fundacji.

Poczynania naszego sądownictwa śledzi też Ambasada Królestwa Niderlandów. - Nie mogąc ingerować w polski wymiar sprawiedliwości, ambasada starała się w kontaktach z instytucjami polskiego wymiaru sprawiedliwości doprowadzić do jak najszybszego rozpoczęcia procesu sądowego. Wnioskowała także o wydanie opinii lekarskiej odnośnie do stanu zdrowia pana Ariego M. podczas jego pobytu w areszcie - mówi Mauritz Verheijden, rzecznik prasowy Ambasady Królestwa Niderlandów w Warszawie.

Ordynator: - Brak opieki lekarskiej? Bzdura!


Zdaniem Dariusza Pawlaka, wiceprezesa Sądu
Okręgowego w Zielonej Górze, sędzi, która prowadziła sprawę, nie można nic
zarzucić. - Sąd uznał, że inne obywatelstwo wzmacnia uzasadnione obawy ucieczki.
Jeśli chodzi o stan zdrowia oskarżonego, to na bieżąco prosiliśmy o
zaświadczenia lekarskie z aresztu. Wszystkie wskazywały, że może być leczony w
zamknięciu. Gdy tylko pojawiła się nowa okoliczność, czyli pogorszenie stanu
zdrowia, sąd zdecydował się uchylić areszt - mówi Pawlak.

Michał Borowski,
ordynator oddziału chorób wewnętrznych w szpitalu aresztu śledczego w Poznaniu:
- Zarzuty o brak opieki lekarskiej są bzdurą. Może chodziło o to, żeby wszyscy
wokół tego pana biegali. Był pod stałą opieka chirurga naczyniowca. W leczeniu
nogi nie było postępu, zrobiliśmy mu komplet badań, okazało się, że choroba
postąpiła, a pacjent wymagał zabiegu udrożnienia tętnicy. Ponieważ nie robi się
tego w zakładach zamkniętych, opuścił areszt.

Po wyjściu z aresztu Holender rozpoczął leczenie w polskich szpitalach. Jego nieobecność nie blokuje przebiegu procesu.

2 komentarze:

  1. backlink popularity seo training backlink service cheap backlinks

    OdpowiedzUsuń
  2. By taking the time to read a lot of information like this to add my insight . cara menggugurkan kandungan

    OdpowiedzUsuń

Ilu mieszkańców mieszka wg ciebie w Zielonej Górze?