czwartek, 7 sierpnia 2008

Po wizycie w Palmiarnii Zielonogórskiej- toż to zwykła restauracja!

Udałem się, obejrzałem w towarzystwie płci pięknej. No i cóż. To po prostu restauracja, z ładnym widokiem na miasto z ostatniego piętra. Tu nie ma miejsca na rośliny, jest ich kilkakrotnie mniej niż w typowych palmiarniach. Większość podłóg pokrywa beton a nie ziemia. Przy przebudowie dodano tylko więcej betonu zamiast miejsca dla roślin. Sporo niewykorzystanej przestrzeni. Na krużgankach palmiarni w Leiden, o której już pisałem, prezentowano kolekcję roślin owadożernych w doniczkach, które były wielką atrakcją tamtejszej palmiarnii. Tu miejsce jest, zaś nie ma ciekawych roślin.

A palma, którą kosztem 17 czy 18 mln PLN ratowano na gwałt podwyższając dach, ów daktylowiec kanaryjski, to przecież ten sam gatunek palmy który jest najpowszechniejszy w Europie i Afryce subsaharyjskiej. To tak, jakby gdzieś w Afryce ktoś zbudował chłodnię w której hodował topolę i kosztem wielu milionów rozbudowywał ją by nadążyć za jej wzrostem. Taką palmę zobaczycie zaraz po opuszczeniu samolotu gdziekolwiek na południu. Takież to są owe zielonogórskie sensacje botaniczne. Byłem za rozbudową palmiarnii, ale nie jako restauracji. Wg mnie palmiarnia jako palmiarnia byłaby większą atrakcją turystyczną.

Literatura: http://pl.wikipedia.org/wiki/Daktylowiec_kanaryjski

8 komentarzy:

Ilu mieszkańców mieszka wg ciebie w Zielonej Górze?