środa, 2 kwietnia 2008

Skąd ta pycha i zadęcie? Jesteśmy wszyscy powiatowymi prowincjuszami!

Fot. Pl. Powstańców Wielkopolskich (wg fotoforum GW)

Spotykam się codziennie z przyjaciółmi na mieście, i to miasto dla pokoleń młodych zielonogórzan okazuje się być tylko przystankiem. Tutaj dojrzewają, tutaj się kształcą, ale potem uciekają. Gdy pragnę poznać, czemu, okazuje się że blokadą dla pozostania młodych są: brak atrakcyjnych miejsc pracy, tragiczna oferta kulturalna oraz dziwna polityka władz miasta będąca wynikiem „wielkiego ego” tutejszych elit.

Niezintegrowane miasto
Buszuję namiętnie w sieci, i śledzę co się dzieje w różnych miastach. Na tym tle jestem przerażony tym jak zdezintegrowana jest społeczność zielonogórzan, szczególnie tych z różnych pokoleń. Brakuje nawet internetowych miejsc dyskusji- poza najpopularniejszym forum na portalu gazeta.pl, w zasadzie nie ma innego popularnego forum miejskiego, choć w innych miastach jest ich po kilka. Brakuje niezależnych portali internetowych- takich prowadzonych przez miłośników, przez osoby kochające to miasto. Zielona Góra jest obecna w Internecie w bardzo kiepskim stopniu. Widać brak energii. Jest co prawda forum clubbing.zgora.pl/, choć ono także obumiera, oraz dostępne tylko dla zaproszonych, skupiające rastamanów i tutejszą scenę alternatywną forum na http://www.grono.net/.

Jeśli jednak chcemy podyskutować o lokalnej kulturze, to nie ma nawet gdzie. Brakuje nawet dużego portalu internetowego, takiej jak kielecki portal wici.info/. A owe Wici skutecznie rozkręcają scenę kulturalną Kielc- okazuje się że w tym mieście codziennie dzieje się kilka ciekawych rzeczy. Tamtejsze forum jest miejscem dyskusji, krytyki, integruje lokalne środowisko. U nas brak jest nawet takich miejsc dyskusji, integracji ludzi kultury. Brak jest też ongiś wydawanych tu lokalnych pism kulturalnych. Jak zauważa dyrektor tutejszego BWA, pod tym względem jesteśmy wyjątkiem na mapie kraju.
Fot. Widok centrum z wieżowców przy Westerplatte (wg fotoforum GW)

Przyczyną rynek pracy
Te internetowe braki są smutne- pokazują one że Zieloną Górę opuścili ludzie aktywni, tworzący takie inicjatywy i gromadzący wokół siebie lokalne środowisko. Braki w „realu” są jeszcze straszniejsze. W „realu” Zielonej Góry jest za mało imprez, by aktywni kulturalnie ludzie chcieli tu mieszkać- oni przecież chcą imprez codziennie. A ludzie którzy te imprezy organizują, stąd emigrują- jest to pochodną biedy na tutejszym rynku pracy. Skoro w mieście jest sporo grafików, czemu władze nie ściągają tutaj inwestorów takich jak agencje reklamowe czy studia graficzne?

W ogóle całe te poszukiwania inwestorów dla tego miasta wyglądają na bierne czekanie aż ktoś się zgłosi. Ci ludzie z tamtej epoki chyba nie zauważyli że system gdzie się na klienta czekało, już się skończył. Zresztą nie widzę by byli na tyle biegli w językach obcych na tyle by umieć się chociaż z nim porozumieć. Jeśli nie, to niech chociaż wynajmą kogoś kompetentnego kto im tych inwestorów sprowadzi, i zapłacą mu za efekty.

Wielkie zadęcie
Zielona Góra jest opętana straszną chorobą która się nazywa „zadęcie zielonogórskie”. Jeśli się wybierzemy na raut dla tutejszych elit, to te prawią sobie komplementy, z których wynika że wszystko jest cacy, podczas gdy płatami odpada farba z fasady budynku w której ów raut się odbywa. Osoba wygłaszająca mowy pochwalne szefuje placówce kulturalnej prowadzonej niekompetentnie, mocno zacofanej jak na polskie standardy. Nie ma miejsca na szczere rozmowy, mówienie wprost co boli i co się nie podoba. Czemu ci ludzie nie są asertywni, czy to dziedzictwo komunizmu? Dziwi, że w ogóle mają czas na takie bezowocne "kadzenie sobie".

Takim „ściemnianiem” się daleko nie zajedzie a już na pewno nie rozwiąże żadnych problemów. Lepiej być szczerym. Ludzie, którzy przez lata nam wmawiali że tutaj jest „świetnie”, są winni upadkowi tego miasta, które ominęli jakoś inwestorzy, i które dziś masowo opuszczają dziś młodzi, „światowi” ludzie. Powiedzmy po prostu winowajcom że są wymagającym terapii typem homo sovieticus, nadajacym się do odsunięcia na bok. Jedyne co robią, to szkodzą, mącąc jeszcze mniej światłym niż oni ludziom w głowach.

Bo w istocie nie mają nic do powiedzenia, wiedzą i widzieli w życiu zdecydowanie za mało. Niech wreszcie zamilkną- pora na to. To również taki „dis” w stronę jednej z tutejszych gazet, która zatrudnia właśnie takich od lat pudrujących tutejsze problemy i tutejszy „real” dziennikarzy (choć ostatnio się zmienia na lepsze). To ona wg mnie wykreowała to zielonogórskie zadufanie, piórami choćby niejakiej „Snobki”, w istocie starszej wiekiem Pani, która sama przyznaje że choćby z racji wieku poza naszym miastem nie bywa.

Do roboty
Drodzy Zielonogórzanie! Chcecie miasta w którym się coś dzieje? Stwórzcie fora i portale internetowe, zachęćcie ludzi do dyskusji, zintegrujcie tutejszą społeczność. To miasto jest w straszliwym letargu. Widziałem ulice puste miesiącami. W Winobranie nagle wypełniły się ludźmi, okazało się że jednak w tym mieście może być normalnie.
Nagle tu było tak jak w innych większych miastach kraju. Okazuje się że to miasto może ożyć. Trzeba je tylko obudzić z letargu, i to na zawsze, a nie tylko raz na rok. Pora wydać twardą i bezwzględną walkę tutejszemu betonikowi, ekipie ludzi z dawnego systemu którzy uparcie twierdzą że tu jest fajnie i miło. Albo ściemniają, albo po prostu g... wiedzą o świecie, są małomiasteczkową fauną której słuchają tylko ci o niewielkich perspektywach.
Tutaj może być fajnie i miło, ale na pewno nie jest tak teraz. To miasto ma masę sporych problemów, a niektórzy bezczelnie i uporczywie zmiatają je pod dywan. Podnieśmy go- niech ludzie usłyszą że omija nas kapitał, że tutejsza kultura jest dla 40-latków i emerytów a nie dla młodych, że to miasto jest dziś rządzone na poziomie miasta powiatowego, jest bardzo biedne i ma śmieszny budżecik na inwestycje bo reszta gdzieś się rozchodzi.

Jaki pan
Nasze elity to ludzie chorobliwie unikający dyskusji. Zapewne w ich wybujałej opinii takowej nie potrzebują, ale sukcesy gospodarcze tego miasta świadczą o czymś mocno przeciwnym. Jaki pan, taki kram. Jeśli tak, to Zielona Góra jest rządzona przez przeciętniaków mających gust muzyczny mojej babci, którzy jeśli się bawią, to do komercyjnej muzyki rodem z radia. Ludzi mało miasteczkowych, nie podróżujących, i choćby przez brak porównania z innymi miastami nie dostrzegających turpizmu zniszczonej tandetnymi tablicami reklamowymi i gierkowską estetyką starówki. Ludzi bardzo przeciętnych ale mających bardzo wielkie mniemanie o sobie.
Skądże więc ta pycha i zadęcie? Jesteśmy wszyscy powiatowymi prowincjuszami, żyjemy na peryferiach polskiego życia kulturalnego, sportowego i gospodarczego! Przestańmy się tak szarogęsić, bo nie mamy ku temu żadnych powodów. Potrzebujemy pokory.

Pora na Europę
Chcecie światowego poloru, powodów do dumy, to odpicujcie miasto. Niech będzie choćby jedna ulica z estetycznymi wielkomiejskimi chodnikami i nowoczesnymi lampami, z estetycznymi fasadami bez tych krzykliwych azjatyckich szyldów, pełna zieleni, odpicowana jak warszawskie Aleje Ujazdowskie z ich nowoczesnym oświetleniem. Niech będzie chociaż jedna porządna ulica handlowa, przypominająca pasaże Wrocławia czy Poznania. Niech to miasto zatrudni urbanistów, plastyków.

Niech to miasto ma chociaż jedno liczące się wydarzenie kulturalne o ogólnokrajowym czy międzynarodowym znaczeniu, na które ściągać będą fani z całego kraju. Na razie na działalność tutejszego ośrodka kultury podatnicy płacą 2 mln PLN. Po odjęciu poborów pracujących tam 13 osób zostaje 1,3 mln. Za tą sumę możnaby zorganizować jakieś 5 wielkich festiwali, przecież Winobranie kosztowało miasto 250 tys. dotacji. Spora kasa na kulturę gdzieś jakby ginie. Pora ów ZOK zamknąć, a organizowanie kultury w mieście zamienić na system grantów, które tutejsi twórcy kultury mogliby pozyskać. Wówczas się okaże że stać nas na wielkie festiwale ściągające tłumy przyjezdnych nie tylko z okolic.

Miasto kiczu i szmiry
Jak na razie rządzą tu fani kiczu i szmiry. To widać spoglądając na kiczowato pomalowane pstrokate fasady budynków, chaos szyldów i budek, tandetne chodniki. Chciałbym aby to miasto ściągnęło takich średniej wielkości inwestorów jak firmy prawnicze, konsultingowe, reklamowe, graficzne, centra badawcze i rozwojowe, polskie przedstawicielstwa niemieckich firm.Takie firmy nie potrzebują wielkich terenów, one szukają powierzchni biurowej w polskich miastach blisko Berlina. I z takiej pracy zadowolonych byłoby wielu zielonogórzan.

Ale nie sądzę by managerom z tych firm odpowiadało osiedlenie się w mieście które jest po prostu tragicznie nieeleganckie, odcięte komunikacyjnie od reszty Europy, a jego kultura i estetyka sytuuje je na bardzo powiatowym poziomie. Może inwestorzy tutaj nie zaglądają bo po prostu „tu jest straszno”? Pota to zmienić. Rozkopmy tutejszy beton, mówmy wprost co myślimy. Drodzy co bardziej światowi mieszkańcy tego miasta- przyszła pora na definitywne i bezwzględne wykopanie stąd zadęcia, bufonady i kiczu. Do walki.

1 komentarz:

Ilu mieszkańców mieszka wg ciebie w Zielonej Górze?