poniedziałek, 10 marca 2008

Zielonogórskie media: tabloid i długo długo nic

Problemem tego regionu Polski są dość wyjątkowe media. Tutejsze zwykle nie są bowiem tą czwartą władzą, i pozostają na usługach tej trzeciej. Powiązania te są tak silne, że pewien lokalny wysokonakładowy dziennik jest trybuną dla lokalnych polityków mających w nim ogromne wpływy. Sam takiej rozmowy byłem świadkiem: politycy jednej z opcji byli co najmniej spoufaleni z dziennikarzami.

Tutejszy rynek mediów to jedna gazeta o starszych wiekiem, konserwatywnych czytelnikach a potem długo, długo nic (ongiś tą lukę wypełniała „Gazeta Nowa”), i wreszcie Gazeta Wyborcza, która w regionie sprzedaje się podobno w nakładzie 7 tys. sztuk.

Jak informują tutejsze agencje reklamowe, najpopularniejszym regionalnym periodykiem regionu jest dziennik "Gazeta Lubuska" (średni nakład 51 tys. egz., a sobotnio-niedzielnego wydania magazynowego około 120 tys. egzemplarzy) czytany przede wszystkim przez osoby o wykształceniu podstawowym i średnim (ale przeglądany pobieżnie także przez osoby o wyższym wykształceniu). Następuje po nim ogromna pustka na rynku, którą częściowo wypełnia dopiero lokalny dodatek Gazety Wyborczej, dużo bardziej otwarty na krytyczne opinie nieprzychylne lokalnym rządzącym, choć ten także nie jest gazetą zbyt miłą dla osób krytykujących poczynania tutejszych władz, oraz nie jest atrakcyjny dla czytelników tabloidów. Wciąż jednak brakuje jakiegoś pośredniego dziennika między tymi dwoma.

Dziennikarze naszego najpopularniejszego lokalnego dziennika są tak rzetelni, że swym w „raporcie” na temat lokalnego portu lotniczego (obsługującego najmniejszy ruch w Polsce, kilkadziesiąt razy mniejszy niż w porównywalnym Rzeszowie) nie podali nawet wiadomości o tym że w porcie brakuje podstawowych pomocy nawigacyjnych, w związku z czym większość linii nie może w nim bezpiecznie wylądować. Ich raport na temat portu w ogóle mijał się z sednem problemu, jakim jest niedostosowanie portu do potrzeb linii lotniczych. Podobnych przykładów można mnożyć. Ale dziennikarze tej gazety najwyżej nie muszą troszczyć się o nakład, i mogą pisać na takim a nie innym poziomie. Rynek ich nie rozliczy, choć powinien.
Być moze jakieś grupy medialne zechcą wydać kolejną gazetę codzienną na rynek woj. Lubuskiego, a konkretnie Zielonej Góry i aglomeracji Trójmiasta Lubuskiego (ok. 200 tys. mieszkańców wraz z Nową Solą, Sulechowem, Czerwieńskiem etc). Jest to jeden z ostatnich regionów w Polsce gdzie występuje monopol na rynku gazet codziennych.
Lokalny monopolista, Gazeta Lubuska, ma tylko jednego konkurenta, i jest to lokalne wydanie Gazety Wyborczej (kieruje się ona jednakże do innego czytelnika i sprzedaje wg naszych szacunków ok. 20 tys. egzemplarzy w tym regionie). Miasto i region cierpią na monopolu w dziedzinie gazet popularnych. Jakość pracy dziennikarzy tej gazety jest niska, artykuły nie są pisane rzetelnie i dokładnie, a dziennikarze nie zawsze są ludźmi których horyzonty wykraczają poza to miasto i ten region. Czasem ma się wrażenie jakby ci ludzie nigdy nie podróżowali po świecie czy Europie.
Gazeta ta w mojej opinii w bardzo stronniczy sposób oddaje obraz miasta, jak gdyby jej dziennikarze pracowali jednocześnie w dziale PR Urzędu Miejskiego. Miasto jest w stagnacji, bowiemrzadka jest otwarta krytyka władz miasta. Co ciekawe, mimo zmian politycznych z jednej opcji na drugą, dziennikarze tej gazety piszą tak samo propagandowe artykuły unikając krytykowania władz.
Rynek tej gazety jest atrakcyjny- zajmuje ona 1. miejsce pod względem czytelnictwa wszystkich gazet codziennych. Jest tutaj spora grupa osób które przypuszczalnie byłyby mocno zainteresowane nową gazeta codzienną kierowaną do bardziej masowego czytelnika. Ongiś, w pierwszej połowie lat 90-tych istniała tutaj „Gazeta Nowa”, i miała ona spory nakład. Dziś, w dużo lepszej sytuacji gospodarczej niż dziesięć lat temu, powrót drugiej gazety codziennej na ten rynek nie powinien nastręczać problemów ekonomicznych. Sądzę że jeśli nowa gazeta będzie wydawana w poprawnym, nowoczesnym layoucie (Gazeta Lubuska ma layout nieznacznie zmieniony od czasów minionego ustroju) i która bardziej rzetelnie i kompetentnie będzie opisywała sprawy regionu.
Czego bardzo brakuje w Zielonej Górze i okolicach, to niezależnych mediów, czy to elektronicznych, czy drukowanych, takiego rzetelnego niezależnego dziennikarstwa obywatelskiego, które jest przecież podstawą demokracji. Brak regionalnego czasopisma kulturalnego, jak choćby nowosolska Magma (http://www.magma.nsol.pl/ ) czy wrocławska "Odra" ( http://www.odra.art.pl/ ). Szczególnie brakuje tutaj gazety codziennej dla tej młodszej części społeczeństwa, która donosiłaby o wydarzeniach kulturalnych, koncertach i imprezach, co obecne gazety robią w minimalnym stopniu. Przydałyby się także informacje o wydarzeniach kulturalnych i imprezach w Poznaniu lub Wrocławiu, czy nawet Berlinie.

Stworzenie ciekawej witryny www to przede wszystkim poświęcenie pracy i czasu, kapitał jest tu zbyteczny. Ale jakoś nie widać osób które chciałyby własnymi rękoma tworzyć lokalną demokrację. Brak jest „lokalnych” blogów, ba, lokalne witryny można policzyć na palcach rąk. Istniejące wyjątki w postaci otwartych na dyskusje lokalnych periodyków raczej potwierdzają smutną regułę. Namiastkę lokalnej agory i demokracji pozbawionej tej oficjalnej pompy i „pupy” tworzą dopiero fora na portalach zamkniętych hasłami przed zwykłymi internautami- dopiero tam koncentruje się nieoficjalna dyskusja i „kawiarniana” bohema miasta.

Póki tutejsze elity nie zaczną same współtworzyć rzeczywistości, dopóty zdani będziemy na to że najbardziej opiniotwórczym medium lokalnym będzie nierzetelny dziennik z niedbałymi o szczegóły dziennikarzami, a lokalni politycy będą przejmowali się głównie opiniami wyrażonymi w tymże medium. Niemniej ja uważam że ten region dojrzał do debaty na temat tego, jakich mediów potrzebuje, i jakie z nich są rzetelne i godne polecenia, a jakie nie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Ilu mieszkańców mieszka wg ciebie w Zielonej Górze?