poniedziałek, 10 marca 2008

Zielona Góra- stracone szanse...

Fot. Ratusz o poranku (wikimedia)

Mieszkam od 10 lat poza Zieloną Górą, ale co jakiś czas spędzam w tym mieście dłuższe okresy czasu. Co wówczas widzę? Widzę główne ulice miasta, np. ul. Wyszyńskiego, przypominające mi z estetyki zniszczonych latarń i zdezelowanej nawierzchni jedynie miasta dalekiej Białorusi. Widzę blokowiska które dzięki balkonom w gryzących się kolorach i zachwaszczonym trawnikom przypominają zachodnioeuropejskie dzielnice nędzy.

Ale widzę też przepiękne Stare Miasto, które mogłoby na równi walczyć o turystów z Toruniem czy Wrocławiem. Niestety- tylko teoretycznie, ponieważ czasy świetności naszego rynku minęły dekadę temu- dziś są to tylko zwietrzałe, nieeleganckie płyty z czasów Gierka. Broni się deptak, ale i tam widzę podupadające sklepy których klientów przejęły centra handlowe. Widzę biedę wystaw sklepowych, bałagan chaotycznych szyldów. Widzę bardzo zaniedbane miasto, miasto którego centrum wymaga kompleksowej i fachowo przeprowadzonej rewitalizacji, obejmującej także śródmiejskie uliczki dobite dziś ruchem samochodowym (Masarska, Jadwigi). Przecież tam mogłoby tętnić życie nocne, tak samo jak we Wrocławiu, gdzie w rynku i okolicach rozsiadło się podobno aż 600 klubów i pubów. U nas wokół rynku jest ich ledwie kilka.

Tutejsze władze nawet zdaje się nie znają współczesnego stylu życia, a może i się go obawiają, skoro wydały kuriozalną walkę rozlepianiu plakatów reklamujących tutejsze imprezy klubowe. Od lat nie ma ponadto nawet nocnej komunikacji autobusowej. Przy tej jakości życia to miasto ma ambicje być uniwersyteckim? To absurd.

Powiew Europy, linia kolejowa z Krakowa do Berlina z pociągami międzynarodowymi, ożywienie gospodarcze. To miasto zasnęło w połowie lat 90-tych. Potem inni poszli do przodu, ono zostało. Dziś nawet przy głównych ulicach straszą ruiny zdewastowanych i obazgranych kamienic, rażą nieeleganckie chodniki sprzed 40 lat, a ubóstwo mieszkańców poraża już po wejściu do tutejszych sklepów- patrząc po innych miastach tej wielkości jak na ręku widać że w Zielonej Górze stało się coś nader niedobrego.

Zielona Góra padła ofiarą przekształceń ustrojowych- dawny przemysł w zdecydowanej większości upadł, nowe branże tamtych upadłych nie zastąpiły. Coś podobnego- bezrobocie strukturalne- nie przydarzyło się zbyt wielu innym miastom. Jeśli nawet się zdarzyło, tak jak w Wałbrzychu czy Legnicy, to miasta te przyciągnęły wielu inwestorów by zapełnić lukę. Zielona Góra tego kroku nie zrobiła, do dziś polega ona głównie na lokalnym kapitale, czy to gospodarczym, czy to umysłowym. Przez to miasto przegrało w wyścigu- o kapitał ludzki i finansowy. To miasto, którego władze wybrały kiszenie się we własnym sosie. Sosie z domieszką jedynie marketów.

Przykład Zielonej Góry pokazuje że ekonomii nie da się oszukać, o wszystko trzeba zabiegać, a nic nie jest dane na wieczność. Turyści tu się nie zatrzymują w podróży z Niemiec do Polski, ba, nawet pociągi z Berlina do Krakowa od lat już nie jeżdżą przez Zieloną Górę. Przecież z dawnej głównej magistralnej linii kolejowej przechodzącej przez Zieloną Górę zrobiła się linia gorsza od linii drugorzędnych, ostał się na niej jeden pospieszny dziennie, z prędkością podróży oscylującą wokół 30 km/h. Nawet w Rumunii pospieszne jeżdżą znacznie szybciej. Działają tam też lokalne lotniska, takie jak to nasze w Babimoście, do którego już od ponad 2 lat nieskutecznie dobija się tania linia (brak tam kilku urządzeń). Dziś nawet z małego Rzeszowa tanimi liniami dolecieć możemy do Irlandii, Brytanii, ba, miasto ma nawet transatlantyckie loty do USA. O to tam zabiegano, walczono. W Zielonej Górze natomiast jakoś nie widać wysiłków tutejszych polityków by równie mocno i skutecznie zabiegać o cokolwiek, ba, nie widać większych ambicji.

Zielona Góra miała kiedyś sporą szansę. Mogła stać się regionalną stolicą, tak samo jak Olsztyn czy Rzeszów. Mogła stać się miastem uniwersyteckim z atrakcyjnym życiem studenckim. Niestety- zamiast tętniącego centrum mamy pusty wieczorami deptak. Typowa młoda osoba przyzwyczajona do klubów i imprez typowych dla innych miast, w Zielonej Górze zwariowałaby z nudów. Studenci z Zielonej Góry uciekają nawet na weekend, ja sam wolę weekendy w Poznaniu czy Wrocławiu, gdzie oferta rozrywek jest na normalnym poziomie. Patrząc za siebie na Zieloną Górę, widzę miasto które opuściła większość moich rówieśników. I wcale im się nie dziwię.

Uważam że Zielona Góra musi się obudzić. Obudzić i zdecydowanie otrząsnąć się od tych, którzy ciągną to miasto w dół- tych niekompetentnych, niewykwalifikowanych, niedouczonych, zagubionych we współczesności. Miasto, chcąc iść do przodu, musi w końcu postawić na kompetentnych specjalistów, a przede wszystkim na ludzi z wizją, nawet jeśli są to osoby w rodzaju często wyśmiewanego posła Gosiewskiego z Włoszczowej. Przecież centrum miasta wymaga wielkiej przebudowy- jest ono wciąż jest 30-tysięcznym niemieckim miasteczkiem obudowanym blokowiskami.

Wydaje się jednak że na wielkie zmiany w tym mieście nie ma miejsca. Wciąż wierzy się w to że ekonomię można oszukać. A Zielona Góra może przecież łatwo powtórzyć los pobliskiego Eisenhüttenstadt, Guben czy Frankfurtu- po prostu się wyludnić. Tak samo jak tamte miasta, jest zbudowana w epoce gospodarki planowej, i może stracić mieszkańców, zwłaszcza jeśli większość mieszkań to bloki, a jakość życia w mieście jest zatrważająco niska w porównaniu choćby z Wrocławiem. Już dziś, licząc na podstawie danych o aktywności zawodowej, w mieście zostało tylko 102 tys. mieszkańców. Kiedyś wydawało mi się że ma ono wiele szans na rozwój, dziś, widząc niemrawe działania lokalnych polityków i patrząc na to co zrobiono przez ostatnią dekadę, jestem raczej pewien że je zmarnuje, a młodzi ludzie dalej będą to miasto opuszczać zaraz po ukończeniu studiów. Przyszłość miasta widzę w czarnych barwach.
zdjęcia: wikimedia

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Ilu mieszkańców mieszka wg ciebie w Zielonej Górze?