niedziela, 23 marca 2008

Przykro tu wracać... O upadku festiwali w Zielonej Górze

Chciałbym zabrać głos w debacie o naszym mieście. Właśnie wróciłem z Płocka, gdzie wraz z przyjaciółmi wspólnie bawiliśmy się na festiwalu reggae. W ciągu ledwie dwóch lat festiwal w Płocku wyrósł na drugi najważniejszy festiwal reggae w kraju, aż 16 tysięcy fanów mimo kiepskiej pogody. Pole namiotowe wypchane tak że musiano je szybko powiększać. Festiwal pełen najnowszych trendów w scenie reggae i kilku pochodnych gatunków. Tysiące ludzi całą noc aż do 6 rano tańczących na soundsystemach. Za kilka dni w Płocku odbywa się inny już festiwal, zresztą z ulotki „Festiwalowy Płock” wynika że festiwali latem w Płocku jest zatrzęsienie.

Inny już festiwal muzyki elektronicznej w Płocku przyciągnął już na pierwszej edycji 20 tysięcy fanów. Ile przyciągnął niedawny festiwal tej muzyki w naszym amfiteatrze? Opowiadano mi że bawiło się tam ledwie 50 osób. Zrobiono go do tego stopnia nieprofesjonalnie, że nawet nie zadbano o jakąkolwiek reklamę, nawet tą amatorską, nic nie kosztującą, umieszczaną na forach internetowych.

Reklamy płockiego festiwalu reggae były na mnóstwie billboardów, głośno było o tym na forach internetowych w całym kraju, podobnie jak o festiwalu gorzowskim. Nie czarujmy się- z taką kompetencją w kulturze żaden wielki czy średni festiwal tu nie wróci. Ze smutkiem stwierdzam że Zieloną Górę dzielą lata świetlne od profesjonalizmu w dziedzinie kultury.

Festiwal reggae w naszym mieście upadł, jego reaktywacja się nie udała mimo wielu wysiłków. Ale dziś to Gorzów jest stolicą festiwali w tym regionie. Odbywający się w ten weekend festiwal reggae w Gorzowie, jest dziś największą imprezą kulturalną województwa po „Przystanku Woodstock”.

W Płocku wraz z przyjaciółmi poszliśmy zwiedzać tamtejsze muzeum. Kilka pięter ciekawej wystawy secesyjnych wnętrz. Niby nic specjalnie starego ani cennego, ale po prostu urzeka wdziękiem. Muzeum nowoczesne, zadbane, dopieszczone, na europejskim poziomie, na parterze nawet stanowisko z Internetem.

W Zielonej Górze przed galeriami czy muzeami nie ma nawet gablot reklamujących to co w środku! W Muzeum Ziemi Lubuskiej panuje nieopisany bałagan, nie ma żadnego wiodącego tematu, mnóstwo maleńkich kolekcji tworzy chaotyczne wrażenie mydła-powidła. Wnętrze jest równie brzydkie jak ów budynek z zewnątrz, estetyka wystaw miejscami wręcz krępuje zwykłą kiczowatością. Wieś tańczy i śpiewa, a bieda piszczy.

Nasze miasto nie wiedzieć czemu za największe wydarzenie kulturalne obrało sobie lokalną odmianę Dnia Jagody czy też Dni Ogórków. Gdzie te tysiące fanów z całego kraju? Ależ to atrakcja tylko na okoliczną skalę. Zdaje się że miasto musi postawić na inne konie niż Winobranie by przyciągnąć i zaciekawić dziś ludzi.

W płockiej kawiarni Bliklego, gdzie wpadliśmy na trufle, wziąłem do ręki lokalne pisemko samorządowe. Tamtejszy teatr przebudowuje się z takim rozmachem że występować w nim będzie mógł nawet Teatr Wielki ze swoimi operami. Nowoczesność widać choćby w średnio udanej przebudowie głównych deptaków miasta na nowo obsadzone drzewami luksusowe pasaże. Miasto, senne i położone tak bardzo na uboczu, okazało się dużo bardziej współczesnym i ciekawym niż nasze.

Dzisiaj rozmawiałem z przebywającym dwa dni w Zielonej Górze włoskim biznesmenem, dla którego tłumaczyłem. Opowiadał mi jak bardzo się zdziwił widząc puste główne ulice naszego miasta o godzinie 9 wieczorem. Był tym tak mocno zaskoczony, że aż owe puste ulice fotografował jak ciekawostkę. „Gdzie są mieszkańcy”- pytał. Hmm, z tego co widzę po mych znajomych, ci którzy ongiś zapełniali wieczorami te ulice, mieszkają dziś w Glasgow, Limerick, Londynie, Wrocławiu. Zostały jedynie dzieci, nastolatki oraz starsze pokolenia. A w przyszłości będą tylko jeszcze starsze pokolenia i jeszcze mniej dzieci. Miasto się skurczy.

Dziwi mnie, że na temat stanu tego miasta głosu nie zabierają ci co mogą- ludzie sztuki, kultury, nauki, znani i sławni wywodzący się z naszego miasta. Być może nie ma nawet przestrzeni publicznej dla takiej debaty. W centrum miasta publicznie spotyka się i dyskutuje jedynie tutejsza młodzież, choćby rasta i panki. Czasem, późnym wieczorem rozmowa schodzi na temat emigracji z miasta. Padają ironiczne pomysły na hasło promujące miasto („wycisz się w Zielonej Górze”). Wyjechać chce niemal każdy.

Kogo chcą zwieść tutejsi politycy? Przecież ludzie jeżdżą po świecie, odwiedzają inne kraje i miasta, szczególnie ci młodzi są najbardziej mobilni. Widzą jak tam wyglądają ulice, ile imprez jest w mieście, jak bardzo profesjonalnie zarządza się nim. Ludzi można zwodzić tylko trochę, ale w końcu połapią się że coś jest nie tak. I tylko nieliczni będą mieli na tyle sentymentów czy lokalnego patriotyzmu, by się odezwać publicznie. Inni, głównie ci młodzi, wyjeżdżają po angielsku, w milczeniu. Wszak to, co się dzieje a raczej nie dzieje, jest po prostu przykre.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Ilu mieszkańców mieszka wg ciebie w Zielonej Górze?