wtorek, 18 marca 2008

Isabelle zażyczyła sobie pieska, a ja zwiedzałem dworzec kolejowy Ługi Górzyckie

Isabelle zażyczyła sobie pieska, a ja stwierdziłem iż w ramach humanitaryzmu mogłaby się wybrać do jakiegoś ze schronisk dla zwierząt w Polsce, gdzie wybrałaby jakieś biedne zwierzę dla siebie. Gdy Isabelle podchwyciła myśl i pojawiła się następnego dnia z samego rana w mojej podfrankfurckiej willi, ubrana jak na wyprawę, bez zwłoki wyruszyliśmy w podróż.

Celem była bliżej nieokreślona miejscowość o nazwie Ługi Górzyckie, mająca, jak się okazało, niezwykle kuriozalny dworzec kolejowy. Ługi Górzyckie zaskoczyły: odpychająca popegeerowska osada, ale pierwszy napotkany chłop mówił łamanym polskim, nie szło go zrozumieć, a i on miał trudność ze słowem "schronisko", Jak się po chwili okazało, był Niemcem mieszkającym po polskiej stronie Odry, choć w zasadzie był przede wszystkim chłopem w popegeerowskiej wsi przy granicy niemieckiej. Być może nawet nie został przesiedlony podczas "Vertreibung-u".

Schronisko okazało się być gdzieś dalej, około kilku kilometrów na wschód, a nazwa miejscowości, owe "Ługi" była raczej zbiorową nazwą lokalizacji rozrzuconych po mapie w promieniu kilku kilometrów. Błąkając się po okolicy, trafiliśmy na ruchome kuriozum pod tytułem dworzec kolejowy Bahnhof Goeritzer Bruch, jak głosił wielki, nieco złuszczajłcy się napis na budynku. Ta piękna niemiecka nazwa, pochądząca od niedalekiego przełomu rzeki Odry przywiodła natychmaist skojarzenie z niedawno napotkanym popegeerowskim niemcopolakiem.

Następnym szokiem były dwa semafory: obydwa zardzewiałe i rozlatujące się, ale w momencie gdy przechodiliómy ścieżką wsród torowisk tej zapomnianej, a wciąż działającej stacji, jakiś mężczyzna, zapewne pracownik kolei, majstrował przy mechaniźmie zardzewiałego semafora. Trudno docieć, czy ten działał, czy też nie, lecz ta scena żałosnej szamotaniny kolejarza z opornym semaformem mogłabybyć ilustracją do "Polnische Bahn pur"- jak to określiła I., czyli najszystszego wrażenia i obrazu jakim możnaby scharakteryzować sytuację tego środka transportu. Szokiem była wiadomość iż na owej stacji Goeritzer Bruch zatrzymują się jeszcze pociągi pasażerskie. Trudno bowiem dostrzec ze stacji jakiekolwiek zabudowania nawet w dalekiej okolicy, poza może schroniskiem dla zwierząt. Platforma peronu jest mimo wszystko lekko wydaptana, ale ruch pasażerski dotyczy raczej pracowników kolei dojeżdżających do pracy na kolei niż normalnych podróżnych. Bardzo możliwe, iż ruch na dworcu napędza się sam, i obsługuje on tylko pracujących na owym dworcu Ługi Górzyckie. Przypusczczalnie w krajach zachodnioeuropejskich pociągi przejeżdzałyby przez taki dworzec-widmo bez zatrzymania, ale w Polsce nikt nie przejmuje się takimi kuriozami.

Sama miejscowość- popegeerowskie osiedle jest obsługiwane przez autobusy lokalnego przewoźnika, i to z dość dobrą częstotliwością, tak więc położony na zupełnym odludziu dworzec służy co najwyżej sam sobie, zupełnie tak jak dzisiejsze PKP, układające swe rozkłady pociągów głównie celem przewozów pracowniczych a nie w celu wyjścia naprzeciw potrzebom pasażerów. Niemal tak jak PKP, zajmuje się swoimi własnymi problemami, i gdyby nie to iż Isabelle zagubiła się w poszukiwaniu owego schroniska, nigdy nie wpadłbym na trop tej stacyjki, o której istnieniu słyszałem, ale myślałem iż już ją zlikwidowano.

Isabelle sprawę pieska nie do końca przemyślała, i wybrała największe zwierzę jakie mogła pomieścić w swoim domu. Piesek trafiłpo licznych przebojach z kotami Isabelle do nowego opiekuna- farmy koło Lebus, zaraz po drugiej stronie Odry od dworca Ługi Gorzyckie. Przez granicę go przemyciliśmy.

3 komentarze:

Ilu mieszkańców mieszka wg ciebie w Zielonej Górze?