wtorek, 4 marca 2008

Dlaczego nie przyciągamy więcej biznesu?

Jako ekonomista dostrzegam kilka barier które odstręczają od inwestowania w Zielonej Górze i okolicach. Można je jednak pokonać.

1. Brak terenów inwestycyjnych.
Wydaje się główną przyczyną małego zainteresowania biznesu naszym miastem. Aby tej przeszkodzie zaradzić, można spróbowac ściągać inwestorów nie porzebujących terenów inwestycyjnych: firmy konsultingowe, prawnicze, badawcze, informatyczne, reklamowe. One szukają powierzchni biurowej, i skusić je mogą niskie koszty jej wynajmu w naszym mieście.

Inną metodą pokonania tego problemu jest "polityczny" atak na władze gminy Zielona Góra, które przecież nie raz głosiły że nie są zainteresowane przyciąganiem biznesu na swój teren. Nikt z rządzących jednak otwarcie nie skrytykował władz gminy okalającej miasto, mówiąc wprost że przez jej opór traci nie tylko miasto Zielona Góra, ale i cały ten region? Że przez politykę władz tej gminy także jej mieszkańcy mają gorszą sytuację na rynku pracy? Poza tym warto zaszantażować wójta tej gminy zainwestowaniem wiekszych środków w kampanię wyborczą w gminie przez partie rządzące Zieloną Górą, po to by odbić gminę "dla miasta". Gdy rządzić nią bedą te same opcje polityczne, wówczas łatwiejsze będzie wspieranie lokowania inwestycji na tym terenie. A możliwości są ogromne: wschodni Kisielin, zachodni Przylep to wciąż puste pola. Ponadto można się rozwijać w gminie Czerwieńsk lub Świdnica, które także sąsiadują z naszym miastem.

2. Brak promocji miasta jako miejsca inwestycji
To, że miasta promują się jako najlepsze miejsce na lokalizację inwestycji, jest widoczne na rynku od dawna. Zielona Góra się nie promuje wśród biznesu, choć aż tacy straszni nie jesteśmy. Mamy wspaniałą przyrodę, miasto otoczone lasami, i to jest wielki atut by tutaj lokował się biznes. Inne atuty to bliskość Niemiec, wykształceni mieszkańcy (choć ci po skończeniu studiów szybko uciekają).

3. Szukać inwestorów pod lokalny rynek pracy
Z tego co rozmawiałem z mlodymi mieszkańcami tego miasta, to mają oni dość spore ambicje. Zwykle mówią płynnie po angielsku, mając za sobą jakiś okres mieszkania i pracy na wyspach. Sporo tutaj grafików komputerowych, informatyków, socjologów, jest nieco muzyków. Wiele osób mówi płynnie po niemiecku. Typowi inwestorzy których interesuje taka struktura oferty pracy to agencje reklamowe, PR, studia graficzne, centra informatyczne etc. Takich inwestorów nie ma w Zielonej Górze. Kapitał ludzki więc stąd ucieka.

4. Jak są prowadzone poszukiwania inwestorów?Na ten temat czytając tutejsze media, nic się nie dowiemy. Warto byłoby by miasto wynajęło ludzi, chocby studentów, którzy bedą poszukiwac firmy z kilku branż które miasto widziałoby u siebie, i wysyłało im oferty inwestycyjne, z cenami powierzchni biurowej, nieruchomości etc. Nie slyszałem też by miasto zatrudniało osoby biegłe w językach obcych ktyóre takie akcje mogłyby prowadzić. Powinna byc osoba której wyłącznym zadaniem jest werbunek inwestorów, oraz inne osoby pracujące nad marketingiem miasta. Po angielsku o naszym mieście w Interencie jest bowiem niemalże nic.

fot. lotnicza centrum z: U. Reuschling: Schlesien heute in Luftbildern, Leer 1994, S. 17

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Ilu mieszkańców mieszka wg ciebie w Zielonej Górze?