wtorek, 22 stycznia 2008

Problem? Lokalna buta...


Władze uważają że same wszystko wiedzą najlepiej. Ale tutaj nie ma urbanistów, dobrych architektów, plastyków. Tutaj niestety kadra urzędnicza ma niskie kwalifikacje. Przykłady: zieleń miejska- tu jest fatalnie, i to jest opinia specjalisty, drogownictwo- tu jest fatalnie, inwestycje nawet nie spełniają norm, jak choćby ścieżki rowerowe niezgodne z przepisami i normami n/t ich budowy, o dobrych praktykach nie wspominając. Praca architekta miejskiego? Ależ jest poniżej wszelkich standardów, osoba na tym stanowisku nie ma podstawowego wyczucia estetyki, jak chyba zresztą władze miasta.

A ono jest po prostu jarmarczno-tandetne, szczególnie tam gdzie miasto wzięło się za malowanie elewacji (np. ul. Żeromskiego z „pastelowymi” kamienicami). Zielona Góra jest miastem gdzie po prostu urzędnicy odwalają swoje dzieła na jeden wielki odwal i nikt nie ma do nich o to pretensji. Nie wymaga się niczego, toleruje się dyletantów zajmujących kluczowe stanowiska, mających kompetencje poniżej wiedzy co lepszych studentów bez doświadczenia. Ale oni tkwią w koteriach towarzyskich i to ich trzyma. Oni nikomu nie szkodzą, nikt im nie szkodzi. Zielona Góra.

Chyba wszystkim się wydaje chyba że to miasto jest wyjątkowe a z polskiej perspektywy to miasto bez dużego przemysłu z bezrobociem strukturalnym w stylu Wałbrzycha czy Legnicy, choć ta już jest otoczona świeżym biznesem. Chodzę po Zielonej Górze wracając z innych miast i jestem przerażony tempem zmian. Wrocław cały się przeobraża, ulice przebudowywane są doszczętnie, w Zielonej Górze niemal nic się nie zmienia, a jeśli już, to nosi to piętno nieumiejętności, niekompetencji czy to projektantów, czy tez zamawiających dane prace.

Zielona Góra po prostu od pierwszej połowy lat 90-tych tkwi w marazmie i nie sądzę by to się zmieniło. Z uwagą oglądam J. Kubickiego i jego drużynę. To nie są ludzie w stylu Wadima Tyszkiewicza, który przecież najpierw robił biznes w Zielonej Górze, ale łatwiej było mu się przebić przez układy w Nowej Soli. Niczego po ich rządach nie oczekuję, pozbawiłem się wszelkich nadziei. To ludzie niczym się nie wyróżniający.

W Zielonej Górze rządzą układy i znajomości, co moim zdaniem jest szczególnie szkodliwe w świecie mediów. Tutaj brakuje mediów niezależnych w swej krytyce, poza tym lokalnym układem. Brakuje dziennikarzy dobrze wykonujących swoją pracę, dokładnych, rzetelnych, konstruktywnie krytykujących- tych jest mniejszość. Reszta goni, byle szybciej. Opowiadają o tym studenci dziennikarstwa którzy praktykowali w tutejszych redakcjach. Dziennikarze wg nich mają złotówki w oczach.

Przydałby się nowy tygodnik, nowy miesięcznik czy dwumiesięcznik kulturalny albo nawet witryna www o lokalnej kulturze. Kultura w Zielonej Górze upadła moim zdaniem najbardziej, a tutejsza bohema (o której drwiąco wypowiadał się p. Kozłowski w kontekście młodzieży jeszcze niedawno siedzącej przed BWA iż jedyne co robi to pali dżointy na ławkach)- ona wyjechała z miasta i nie wróci chyba że ktoś im zapłaci po 5-7 tysięcy miesięcznie, bo średnio tyle ci "yuppies 2.0" zarabiają gdzie indziej i jak mi mówią, nie mają tutaj do czego wracać.

Zielona Góra nie jest miastem gdzie sobie wygodnie pożyjemy. Ostatni weekend spędziłem w Krakowie- tak całe kwartały miasta są wypełnione knajpami, restauracjami, kawiarniami, pubami. Całe place są obstawione w koło kawiarnianymi stolikami, mnóstwo jest nastrojowych klubów. Miasto żyje wieczorami nawet w dzielnicach oddalonych pół godziny marszu od rynku. Nawet tam miejsc znaleźć niekiedy nie sposób. Na ogródki piwne i kawiarniane poświęcono nawet powierzchnie śródmiejskich ulic zabierając sporo miejsca samochodom. Po weekendzie przeszedłem się zielonogórską starówką. Zobaczyłem tylko dwa ogródki, brzydkie, nienastrojowe, tak jak ich otoczenie- czyli szare, zdewastowane, od lat nieremontowane śródmiejskie pasaże.

Turyści? To kpina, to miasto przeraża, tutaj roboty jest tyle że nie wiadomo za co się złapać. A o jego dobrobycie przekona się każdy kto przejdzie się śródmiejską ulicą, zaglądnie w sklepowe wystawy. To widać. Po fasadach domów, sklepach, wszystkim. Tutejsze skorumpowane układami media i ściemniający politycy oszukują że tu jest świetnie, wszystko kwitnie i rozwija się, ale nabierają tylko tą wierzącą w ich bajkę część ludności.

Bez końca siejących bezpodstawną propagandę tu nie pojawią się inwestorzy. Dziś. W. Tyszkiewicz na konferencji o rynku pracy w Trójmieście Lubuskim przekonywująco mówił o inwestorach którzy wybrali inną aglomerację bo tam o pierwszej w nocy wyjdzie się na ulice i dzieje się, mnóstwo ludzi, a tutaj kaplica. Wg wielu teorii to ta miękka infrastruktura, soft infrastructure decyduje o tym gdzie lokuje się przemysł. Choćby dlatego że menadżerowie też są ludźmi i chcą się bawić, a nie żyć w mieście gdzie lokalny dziennik rzuca tytuły w stylu „To nieprawda ze nic się nie dzieje” pisząc o jakiejś inicjatywie potwierdzającej smutny wyjątek.

Zielona Góra ma problem. Od lat jest mamiona propagandą, od lat zamiast rzeczowej krytyki słychać mamolenie rozmaitego politycznego betonu, który nie ma pojęcia o świecie poza tym zielonogórskim. To miasto buty, pychy, arogancji, wybujałego ego tutejszych elit politycznych skrywającego katastrofę gospodarczą. Jaki Zielona Góra ma przemysł? Jedna większa firma, i co poza tym? Ależ to śmieszne. Dziś jednym uchem nasłuchiwałem opowiastki W. Tyszkiewicza przy sąsiednim stoliku, który opowiadał jak wygląda walka o inwestorów wrządzonym przez niego mieście. Zielona Góra przy Nowej Soli to miasto zdominowane przez jakąś sitwę, która mami nieświadomych, zabiedzonych ludzi propagandą. Kogo chce oszukać? Znajduje ofiary w starszym wieku, bo młoda reszta głosuje nogami.

październik 2007

fot.: Fotoforum gazeta.pl, wikimedia.org

4 komentarze:

Ilu mieszkańców mieszka wg ciebie w Zielonej Górze?