środa, 16 stycznia 2008

O lubuskich mediach


Problemem tego regionu Polski są dość wyjątkowe media. Tutejsze zwykle nie są bowiem tą czwartą władzą, i pozostają na usługach tej trzeciej. Wszyscy się znają, a powiązania te są tak silne, że pewien lokalny wysokonakładowy dziennik jest wręcz „gazetą na telefon” dla lokalnych polityków mających w nim znajomych. Sam takiej rozmowy byłem świadkiem: politycy jednej z opcji byli co najmniej spoufaleni z dziennikarzami.

Brak tutaj twórczej, konstruktywnej krytyki, pokazującej co jest źle, ale też wskazującej drogę poprawy, zmiany. Do tego trzeba mieć wiedzę, tutejsi dziennikarze nie zawsze ją mają. Tutejszy rynek mediów to jedna gazeta o starszej wiekiem grupie docelowej, a potem długo, długo nic (ongiś tą lukę wypełniała „Gazeta Nowa”). Jak informują tutejsze agencje reklamowe, najpopularniejszym regionalnym periodykiem regionu jest ów dziennik czytany przede wszystkim przez osoby o wykształceniu podstawowym i średnim (ale przeglądany pobieżnie także przez osoby o wyższym wykształceniu). Następuje po nim ogromna pustka na rynku, którą częściowo wypełnia dopiero lokalny dodatek Gazety Wyborczej, dużo bardziej otwarty na opinie nieprzychylne lokalnym rządzącym, choć ten także nie jest gazetą zbyt miłą dla osób krytykujących poczynania tutejszych władz.

Dziennikarze naszego najpopularniejszego lokalnego dziennika są tak rzetelni, że swym w raporcie na temat lokalnego portu lotniczego (obsługującego najmniejszy ruch w Polsce, kilkadziesiąt razy mniejszy niż w porównywalnym Rzeszowie) nie podali nawet wiadomości o tym że w porcie brakuje podstawowych pomocy nawigacyjnych, w związku z czym większość linii nie może w nim bezpiecznie wylądować. Ich raport w ogóle mijał się z sednem problemu, jakim jest niedostosowanie portu do potrzeb linii lotniczych. Podobnych przykładów niezbadania tematu do końca, pobieżności, niedotarcia do sedna problemu, można mnożyć. Ale dziennikarze tej gazety najwyraźniej nie muszą troszczyć się o nakład, i mogą pisać na takim a nie innym poziomie. Rynek ich nie rozliczy- konkurencji brakuje. Oczywiście są w tymże dzienniku także dziennikarze z klasą i pasjami, pisujący np. o historii miasta.

Czego bardzo brakuje w Zielonej Górze i okolicach, to niezależnych mediów, czy to elektronicznych, czy drukowanych. Stworzenie ciekawej witryny www to przede wszystkim poświęcenie pracy i czasu, kapitał jest tu zbyteczny. Ale jakoś nie widać osób które chciałyby własnymi rękoma tworzyć lokalną demokrację. Brak jest „lokalnych” blogów, ba, lokalne witryny można policzyć na palcach rąk. Istniejące wyjątki w postaci otwartych na dyskusje lokalnych periodyków raczej potwierdzają smutną regułę. Namiastkę lokalnej agory i oddolnej demokracji pozbawionej tej oficjalnej pompy i gombrowiczowskiej „pupy” tworzą dopiero fora na portalach zamkniętych hasłami przed zwykłymi internautami- dopiero tam koncentruje się nieoficjalna dyskusja, „kawiarniana” i klubowa bohema miasta.

2 komentarze:

Ilu mieszkańców mieszka wg ciebie w Zielonej Górze?