środa, 9 stycznia 2008

Festiwal muzyczny- reaktywacja nieudana?


Rok temu marzyłem o zrobieniu w Zielonej Górze typowego festiwalu muzycznego, jakich mnóstwo jest na każde wakacje w polskich miastach. Takiego festiwalu, na ktory ludzie pakują plecaki i namioty, i wsiadają w pociąg czy PKS i jadą setki kilometrów do miasta X, by się rozbić na jakims polu namiotowym, kapać się w jakimś zapomnianym kąpielisku, opalać się, spacerować po okolicy, a popołudniami i nocami tańczyć przy muzyce. Ot, typowy polski festiwal.


Wydawać by się mogło że wszystko mamy co trzeba do zorganizowania takiego festiwalu w jego biedniejszej wersji. Jest jakiś amfiteatr, obok, na parkingach trochę miejsca na namioty, w parku też by się ludzie mogli rozbić. W sam raz na małe wakacyjne „cośtam”.

Porozmawiałem przez telefon z Panią dyrektor z ośrodka kultury, zachęcony namówiłem znajomych dość znanych w ich scenie muzyki tutejszych didżejów i promotorów aby poszli do tej instytucji dogadać co i jak (festiwal robiliby raczej oni, ja się na organizacji imprez nie znam, mogę co najwyżej coś pomóc i pokrytykować).

Oczywiście nic nie wyszło. Z apelem o odtworzenie po 19 latach dawnego wielkiego festiwalu muzycznego, ongiś najbardziej „młodzieżowego” ze wszystkich dużych polskich festiwali, inicjatywą którą nazwałem 27 edycją Zielona Góra International Music Festival jeszcze dwukrotnie zwracałem się do radnych: bez efektów.

Mojej warszawskiej grupce znajomych propozycję zorganizowania festiwalu reggae złożyli pracownicy jednego z ośrodków kultury na mazwieckiej prowincji. Tak bez powodu- po prostu poznali naszą koleżankę gdy przyjechała tam na jakiś festiwal, i po prostu jej zaproponowano, że jeśli chce, to oni mają fundusze i z otwartymi rękoma czekają na chętnych do organizowania festiwali w ich miejscowości.

Nie wiem, mi wydaje się że organizowanie takich imprez to jednak jest jakiś biznes. Do miast niespecjalnie atrakcyjnych turystycznie zjeżdżają się wówczas z całego kraju fani danego gatunku muzyki. Miasta zarabiają na tym że kilka tysięcy osób spędza w nich te kilka dni. I inwestują w przyszłość- nawet w światku np. europejskiej sceny reggae te największe festiwale ściągają do 100 tysięcy fanów, a uliczne korowody w karaibskich rytmach, takie jak ten w Londynie, nawet 2 miliony bawiących się!

Ale nie, z tutejszej inicjatywy nic nie wyszo, to znaczy po kilkukrotnym nagabywaniu Pani z ośrodka, po wielu tygodniach czekania okazało się że jednak nie, nie ma pieniędzy. A 400 tysięcy na kilkugodzinną relację o mieście w telewizji TVN się znalazło. I kilkaset tysięcy na edycję „Hitów na Czasie”, zrobionej z wielkim rozmachem komercyjnej imprezy ściągającej jedynie radiosłuchaczy z okolicy (miasteczka namiotowego z przyjezdnymi z Polski jakoś tam nie widziałem) tak samo wysupłano. Za takie pieniądze moglibyśmy mieć czołowy festiwal w kraju, czy to rockowy, czy to reggae’owy, czy cokolwiek innego.


No cóż, każda władza ma swoje gusta (i guściki). Jedni słuchają radia i oglądają telewizję, inni od lat nawet nie mają takowych mebli. Polska jest krajem bardzo różnorodnym, ja wolę od radiosłuchaczy i telewidzów jednak środowiska fanów którzy dla pewnych gatunków muzyki i atmosfery takich imprez chcą podróżować bardzo daleko. Z zaciekawieniem czekam na festiwal piosenki rosyjskiej, będę mile zaskoczony gdy przyciągnie ponad 100 osób.

2 komentarze:

Ilu mieszkańców mieszka wg ciebie w Zielonej Górze?