czwartek, 19 kwietnia 2007

Zielona Góra- miasto w "rozwoju, rozkwicie, buzujące nocnym życiem".

Władze uważają że same wszystko wiedza najlepiej. Ale tutaj nie ma urbanistów, dobrych architektów, plastyków. To za mały rynek. Tak niestety nie jest, tutaj niestety kadra urzędnicza ma niskie kwalifikacje. Przykłady: zieleń miejska- tu jest fatalnie, i to jest opinia specjalisty, drogownictwo- tu jest fatalnie, inwestycje nawet nie spełniają norm, jak choćby ścieżki rowerowe ścieżki rowerowe niezgodne z przepisami i normami n/t ich budowy, o dobrych praktykach nie wspominając. Praca architekta miejskiego? Ależ jest poniżej wszelkich standardów, osoba na tym stanowisku nie ma podstawowego wyczucia estetyki, jak chyba zresztą władze miasta. A ono jest po prostu jarmarczno-tandetne tam gdzie miasto wzięło się za malowanie elewacji. Zielona Góra jest miastem gdzie po prostu urzędnicy odwalają swoje dzieła na jeden wielki odwal i nikt nie ma do nich o to pretensji. Nie wymaga się niczego, toleruje się dyletantów zajmujących kluczowe stanowiska, mających kompetencje poniżej wiedzy co lepszych studentów bez doświadczenia. Ale oni tkwią w koteriach towarzyskich i to ich trzyma. Oni nikomu nie szkodzą, nikt im nie szkodzi.

Chyba wszystkim się wydaje chyba że to miasto jest wyjątkowe a z polskiej perspektywy to miasto bez dużego przemysłu z bezrobociem strukturalnym w stylu Wałbrzycha czy Legnicy, choć ta już jest otoczona świeżym biznesem. Chodzę po Zielonej Górze wracając z innych miast i jestem przerażony tempem zmian. Wrocław cały się przeobraża, ulice przebudowywane są doszczętnie, w Zielonej Górze niemal nic się nie zmienia, a jeśli już, to nosi to piętno nieumiejętności, niekompetencji czy to projektantów, czy tez zamawiających dane prace. Zielona Góra po prostu od pierwszej połowy lat 90-tych tkwi w marazmie i nie sądzę by to się zmieniło. Z uwagą oglądam J. Kubickiego i jego drużynę. To nie są ludzie w stylu Wadima Tyszkiewicza, który przecież najpierw robił biznes w Zielonej Górze, ale łatwiej było mu się przebić przez układy w Nowej Soli. Niczego po nich nie oczekuję, pozbawiłem się wszelkich nadziei. To ludzie niczym się nie wyróżniający.

W Zielonej Górze rządzą układy i znajomości, co moim zdaniem jest szczególnie szkodliwe w świecie mediów. Tutaj brakuje mediów niezależnych, poza tym lokalnym układem, których przecież jest nieco w innych miastach i krajach. brakuje dziennikarzy dobrze wykonujących swoją pracę, dokładnych, rzetelnych- tych jest mniejszość. Reszta goni, byle szybciej. Przydałby się nowy tygodnik, nowy miesięcznik czy dwumiesięcznik kulturalny. Kultura w Zielonej Górze upadła moim zdaniem najbardziej, a tutejsza bohema (o której drwiąco wypowiadał się p. Kozłowski w kontekście młodzieży w dawnych lepszych czasach siedzącej przed BWA iż jedyne co robi to pali dżointy na ławkach)- ona wyjechała z miasta i nie wróci chyba że ktoś im zapłaci po 5 tysięcy miesięcznie, bo średnio tyle ci "yuppies 2.0" (http://www.zieloni.org.pl/news.php?id=2891 ) zarabiają gdzie indziej i jak mi mówią, nie mają tutaj do czego wracać.

Zielona Góra nie jest miastem gdzie sobie wygodnie pożyjemy. Ostatni weekend spędziłem w Krakowie- tak całe kwartały miasta są wypełnione knajpami, restauracjami, kawiarniami, pubami. Całe place są obstawione w koło kawiarnianymi stolikami, mnóstwo jest nastrojowych klubów. Miasto żyje wieczorami nawet w dzielnicach oddalonych pół godziny marszu od rynku. Nawet tam miejsc znaleźć niekiedy nie sposób. Na ogródki piwne i kawiarniane poświęcono nawet powierzchnie śródmiejskich ulic zabierając nieco miejsca samochodom. Po weekendzie przeszedłem się zielonogórską starówką. Zobaczyłem tylko dwa ogródki, brzydkie, nienastrojowe, tak jak ich otoczenie- czyli szare, zdewastowane, od lat nieremontowane śródmiejskie pasaże. Turyści? To kpina, to miasto przeraża, tutaj roboty jest tyle że nie wiadomo za co się złapać. A o jego dobrobycie przekona się każdy kto przejdzie się śródmiejską ulicą, zaglądnie w sklepowe wystawy. To widać. Po fasadach domów, sklepach, wszystkim. Tutejsze skorumpowane układami media i ściemniający politycy oszukują, ale tylko tych wierzących w ich bajkę że tu jest świetnie i wszystko kwitnie i rozwija się. Oby tylko nastąpił ich koniec.

Bez ich końca tu nie pojawią się inwestorzy (dziś. W. Tyszkiewicz na konferencji o rynku pracy w Trójmieście lubuskim przekonywująco mówił o inwestorach którzy wybrali inną aglomerację bo tam o pierwszej w nocy wyjdzie się na ulice i dzieje się, mnóstwo ludzi, a tutaj kaplica.). Top ta miękka infrastruktura, soft infrastructure decyduje o tym gdzie lokuje się przemysł. Choćby dlatego że menadżerowie też są ludźmi i chcą się bawić, a nie żyć w mieście gdzie lokalny tabloid wali tytuły w stylu „To nieprawda ze nic się nie dzieje” pisząc o jakiejś inicjatywie potwierdzającej wyjątek.

Zielona Góra ma problem. Od lat jest mamiona propagandą miejscowego tabloidu o znanej wszystkim nazwie, od lat zamiast rzeczowej krytyki słychać mamolenie rozmaitego politycznego betonu który nie wie kiedy odejść. To miasto buty, pychy, arogancji, wybujałego ego skrywającego katastrofę gospodarczą. Jaki Zielona Góra ma przemysł? Jedna większa firma, i co poza tym? Ależ to śmieszne. Dziś popełniłem aż nietakt towarzyski jednym uchem nasłuchując opowiastki W. Tyszkiewicza przy sąsiednim stoliku, który opowiadał jak wygląda walka o inwestorów. Zielona Góra przy Nowej Soli to miasto zdominowane przez jakąś sitwę, która mami zabiedzonych ludzi propagandą. Kogo chce oszukać? Ależ ich, bo reszta przecież głosuje nogami.

7 komentarzy:

Ilu mieszkańców mieszka wg ciebie w Zielonej Górze?