poniedziałek, 23 kwietnia 2007

List do p. Urbaniaka

Szanowny Panie,
Mam nadzieję że mimo różnic światopoglądowych wysłucha Pan co mam do powiedzenia. Otóż z pewnym niepokojem zaobserwowałem iż wystąpił Pan w obronie ciszy nocnej na rynku.

Wie Pan, z mojej perspektywy sprawa jest w zasadzie przegrana. Jest mi bardzo przykro, ponieważ urodziłem sie w tym mieście i do pewnego wieku miałem przeświadczenie iż jest to miłe maisto do życia. Niestety, tak nie jest. Miasto jest w porównaniu do innych miast, nawet dużo mniejszych w rodzaju Wolsztyna, zupełnie wymarłe wieczorami. Rynek jest pusty, życie nocne nie istnieje. Kiedy weekend spędzam w tym mieście, tak jak ten ostatni, to z uwagą i celowo chodzę do centrum miasta by sprawdzić co się dzieje. Mogę Panu opisać co się działo:

20 kwietnia- godz. 12.30 w nocy. Deptak i rynek zupełnie pusty, kluby pozamykane, gdy przechodziłem akurat zamykano już 4 Róże. O tej porze we Wrocławiu nie znaleźlibyśmy wolnych stolików, i byłyby tłumy na ulicach. Jedyna impreza w jednym z klubów, w czasie której dowiaduję się iż mój kolega dostał mandat 200 zł za naklejenie plakatu o swojej imprezie na płot przy dziurze naprzeciwko ratusza. Szkoda, że w tym mieście nie ma takich ścian przeznaczonych do bezpłatnego nalepiania plakatów o imprezach, tak jak to jest np. w Łodzi i wielu innych miastach. Ów kolega dopominał się o to na forum Grono.net, ale widocznie nikt z władz jego opinii nie czyta (to zamknięte forum z dostępem na hasło). Jest ono zresztą jedynym dobrym źródłem informacji o imprezach dla młodych w tym mieście, szkoda że zamkniętym dla innych.

21 kwietnia- pustawo, jedynie nieliczne osoby stoją przy ławeczkach przed BWA gdzie jest jedyne miejsce z fontanną i ładną zielenią miejską i gdzie kiedyś był bar dla młodzieży. Nic dziwnego że dalej pije się na tych ławeczkach piwo. Policja podjeżdża do tych osób dwukrotnie i je spisuje (jest tam ukryta kamera). W Krakowie gdzie ostatnio sporo przebywam, po prostu jest tyle knajp w podwórzach pełnych drzew i zieleni że niekt nie musi siedzieć i pić na ławkach przy ulicy. Do tego ludzie są zamożniejsi i ich bardziej stać na picie w knajpach. Ale w Zielonej Górze też by ludzie pili w ogródkach knajp, gdyby one były. A są dwa, i to w takich okolicach że jest tam po prostu brzydko. Jeden jest na deptaku przy starych garażach, drugi przed Ramzesem, ale ten nie wchodzi w rachubę, to raczej ogródek restauracji a nie baru/pubu z klimatem.

22 kwietnia- specjalnie przejechałem się tam na rolkach by popatrzeć co się dzieje około 10 w wieczór. Całe miasto puste. Jest koncert punkowo-regałowy w Kawonie, ale miasto kazało pozdzierać plakaty więc mało kto o nim wie. Drugi raz już go pewnie nie zrobią.

I to ma być weekend w mieście uniwersyteckim? Ludzie stąd wyjeżdżają. Studenci zaraz po skończeniu studiów. Ba, oni są tutaj tylko 4 dni w tygodniu i na resztę czasu uciekają. Czy ktoś ucieka na weekend z Wrocławia? Ależ gdzie, ludzie tam jadą się bawić, jest oferta dla fanów wielu rodzajów muzyki. Jesteśmy 4-5 krotnie mniejsi od Wrocławia, ale żeby tutaj była choć jedna czwarta tych knajp to były sukces i miasto tętniłoby życiem. A Państwo zamiast coś pomóc, to jeszcze kazą zdrapywac plakaty i wynajmują policjantów do wlepiania mandatów ludziom którzy tutaj tworza muzykę.

Wie Pan, ja uważam to miasto za stracone jako miasto dla młodych ludzi, przez swe skostnienie kulturalne i społeczne zupełnie nienadające sie na miasto uniwersyteckie. W sobotę student animacji kulturalnej z którym rozmawiałem z okazji premiery "Zabić Gomułkę" stwierdził że może to miasto jest świetne dla 40-latków, ale jest przekleństwem dla młodych. Ja się z jego opinią w zupełności zgadzam. Dziwi mnie jednak ze nawet tym 40-latkom liczbowo dominującym w tym mieście nie zależy na bawieniu się, imprezach. I że chcą oni ciszy, ciszy.

We Wrocławiu interes i mieszkańców, i użytkowników rynku i centrum udało się pogodzić, w Zielonej Górze nie można. Ja już o tym piszę od lat. Efekt mych pisarskich wysiłków to pusty rynek. Obawiam się że będzie jeszcze gorzej ponieważ kazali Państwo zdzierać plakaty o imprezach (zgadzam się, szpecą one miasto, ale przecież to nie wina je nalepiających, bo bez tych plakatów to już w ogóle by się nic nie działo). Uważam że teraz będzie jeszcze mniej się działo i wyjedzie jeszcze więcej młodych osób. Szkoda, że nikt nie próbuje przekonać ludzi że jest coś takiego jak interes ogółu i niekiedy interes całego 120-tysięcznego miasta stoi powyżej grupy 100 mieszkańców rynku.

Przykro mi, że Pan broni tych osób, zamiast rozwiązać problem w inny sposób, co może jest trudne, ale powinno się próbowac pogodzić interesy obu grup. Z których jedna- bywalcy klubów i pubów- jest teoretyczna- ja je nie widzę w tym mieście poza gromada niedobitków.
Jest ono puste, już wymarłe, wg mnie skazane na przegraną i los wielu miast z których się emigruje do większych ośrodków jeśłi chce się wygodnie żyć i nie mieć wrażenia że najlepsze przelatuje nam przez palce. Wcale tak być nie musi, można temu zaradzić, ale jednak nie widzę by ktoś tego próbował. Z tyego co słyszałem, podsłuchując dość niedyskretnie co mówił prezydent Nowej Soli na raucie po konferencji w minioną środę, stracił on niektórych inwestorów (bodajże Brigstone'a czy jakoś tak) bowiem menedżerowie powiedzieli ze wolą miasto w którym o 1 w nocy wyjdą na ulicę i będzie tłok , coś się będzie działo, od maista w którym na ulicach jest pusto.

Ekonomiści taką atmosferę miasta nazywają soft infrastructure, i jest ona bodaj najważniejsza w przyciąganiu kapitału ludzkiego, a ten z kolei ściąga za sobą kapitał finansowy. O tym pisze się nawet w popularnej prasie, ale być może nie czyta Pan tych samych czasopism co ja.

2 komentarze:

Ilu mieszkańców mieszka wg ciebie w Zielonej Górze?