poniedziałek, 9 kwietnia 2007

Electronic Easter @ SH, 8 kwietnia 2007

Dramy są ciężkie, a zielonogórski dramendbejs jest bardzo ciężki, bardzo techniczny. Ja tam wychowałem się na typowych dżampach gdzie jest toaster (nawijacz) i didżej. W Zielonej Górze nawijacze na imprezach dramowych to rzadkość, towar importowany i pokazywany z rzadka. Brakuje lokalnych ludzi którzy nawijaliby do dramów.

W ogóle nie ma u nas sceny junglowej, dżamp-ap-dramendbejsowej. Ostatnio kupiłem sobie jedna płytę Testera, ale niestety- nie mogłem jej odsłuchać, w domu rodziców już nie znalazłem adaptera. Komuś go oddali bo myśleli że się nie przyda, a tutaj winyle rządzą.

Pojechałem ja ci ostatnio na dramy i jungle do Warszawy (Junglistz Spring Meeting). Wreszcie coś normalnego, line-up z MC’s (nawijaczami) i didżejami aż do rana, u nas nawet lajnapu nie wywieszają. Ludzie skaczą niezmordowanie do 7 rano, kiedy wychodzę. W Zielonej Górze wyszedłem chwilkę przed trzecią. Rozczarowałem się. Ja wolę chyba lżejszą muzę i nieco nawijek. Sam nie zagram chyba że z laptopa, płyt tyle nie mam, ale ponarzekać mogę.

1 komentarz:

Ilu mieszkańców mieszka wg ciebie w Zielonej Górze?