niedziela, 22 kwietnia 2007

Betonowa Góra. Gdy miastem rządzą ludzie pełni buty.

Pan Edward Markiewicz, radny miejski, zajął stanowisko które mnie przeraziło. Oto bowiem ocenę miasta pióra Artura Łukasiewicza, (http://miasta.gazeta.pl/zielonagora/1,79000,3928359.html ) co do której słuszności ja nie miałem wielkich wątpliwości, nazwał stekiem inwektyw. Jaki jest więc obraz miasta w oczach zielonogórskiego „politycznego betonu”, którego dla wielu ikoną jest właśnie ów radny? Otóż okazuje się że miasto „rozkwita”. Odpowiedź na pytanie, czy „Zielona Góra umiera” brzmi: „ależ skąd”!

Przepraszam, ale za kogo Pan mówi używając sformułowania „nie wszystko wychodzi nam tak jakby tego większość chciała”? Czy mówi Pan za władze tego miasta! Oskarża Pan o oblepianie inwektywami kogoś, kto po prostu napisał rzeczy wiadome od dawna. Czyż nie jest prawdą że młodzi szukają przyszłości w innych miastach? Do Zielonej Góry się nie wraca, nie ma po co. To nie jest miasto dla młodych ludzi. Ich nie interesuje filharmonia grająca starocie po to by oszczędzić na prawach autorskich za nowsze utwory, ich nie interesuje trwonienie pieniędzy podatników na nowe drogi zupełnie jakby w tym mieście były korki porównywalne z innymi miastami. Ich interesuje komunikacja nocna by mogli wrócić z nocnej imprezy o 2 w nocy. Ich interesują u nas polikwidowane kluby studenckie, ich interesuje kultura klubowa, liquid d’n’b, dub, jungle, raggacore. I nikogo nie obchodzi to, że Pan nawet nie wie co to jest. Młodych ludzi interesują też miejsca pracy, ale nie w Tesco, nie przy taśmie produkcyjnej za 1200 zł. Co oferuje młodym zdolnym Zielona Góra? Nie wszyscy mają w głowie dysk twardy- jak to podsumował pewien forumowicz mając na myśli jedynego lokalnego inwestora z branży nowych technologii.

Pan wie lepiej, dużo lepiej i chce Pan dyktować ludziom, co mają robić ze swym wolnym czasem. Pisze Pan: „Trzeba zaglądnąć w ofertę "4 Róż", "Kotłowni", "Kawonu", BWA, biblioteki, różnych galerii i wielu innych instytucji kultury”, zupełnie jakby tutejsi mieszkańcy byli idiotami, urwali się nagle z kosmosu i takowej oferty nie znali. Proszę Pana, ludzie nie są takimi trepami za jakich ich Pan uważa i atmosfera wymienionych przez Pana miejsc najwyraźniej im nie wystarcza. Polecone przez Pana kluby (przybytki te zresztą występują w tym mieście w ilościach śladowych), raczej celują czy to w gusta licealistów, czy grubych karków, lub też starszych wiekiem piwoszy. Samo miasto jest tak przyjazne dla prowadzących kluby, że te powynosiły się nawet poza granice administracyjne miasta do podmiejskich hal pofabrycznych, narażając swych klientów na spore wydatki na taksówki. Turysta odwiedzający miasto w poszukiwaniu nocnych imprez musi dziś jechać kilkanaście km poza centrum by móc się zabawić przy typowej współczesnej muzyce klubowej.

Pisze Pan o kabaretach, ale przepraszam, gdzie one mają niby występować, bo klubów studenckich już nie ma? Wynajem sali w teatrze kosztuje 1500 złotych, co jest zdzierstwem w biały dzień i przez co mało która impreza się opłaci (o co zapewne teatrowi chodziło ustalając takie ceny). W innych miastach występów kabaretów jest jednak więcej. Trzeba szczytu ślepoty by napisać „liczne kluby i puby”- nasze centrum jest w nie niezwykle ubogie. Jest ich tam raptem kilka! Czy Pan w ogóle kiedykolwiek był w innych miastach? Zapraszam na przechadzkę po rzeszowskim rynku, nie wspominając o centrach Poznania czy Wrocławia. Choćbyśmy nawet mieli jedną piątą tych knajp, klubów, pubów co w tych miastach, to nasza starówka przestałaby odstraszać nudą. Ale to przecież Państwo blokujecie ożywienie starówki. Gdyby tamte posesje sprywatyzowano tak jak we wszystkich wspomnianych wyżej miastach, to zaraz znaleźliby się chętni na zarabianie na nieruchomościach. Ale nie, lepsze komunalne, nawet jeśli efektem tego jest kompletny marazm i brak inwestycji innych niż malowanie komunalnych fasad.

Dokonał Pan nieuczciwej manipulacji danymi statystycznymi. Wg styczniowego biuletynu tutejszego Urzędu Statystycznego Zielona Góra (powiat) ma stopę bezrobocia 20,7 %. A więc ponad dwukrotnie większą niż np. powiat Wolsztyn (8,8 %) czy Grodzisk Wielkopolski (8,6%) nie wspominając o Poznaniu (6,2 %) (dane wg GUS na 30.IX.2006 r.). Pan podał dane tych tylko powiatów, które w województwie miały największe bezrobocie, i zestawił je Pan z danymi dotyczącymi nie powiatu, a samego miasta Zielona Góra. Podał Pan iż miasto „Zielona Góra ma najniższy wskaźnik bezrobocia w województwie”, mimo że wiedział Pan że są to dane już nieaktualne. Nie tylko ja zarzuciłem Panu nierzetelność.

Niech Pan mi wytłumaczy jedno. Jak to możliwe, że to miasto tak idealnie marnuje pieniądze? Z 300-milionowego budżetu połowa to koszty oświaty, zostaje 150 milionów. W dekadzie jest to już 1,5 miliarda. Te fundusze można albo zainwestować, albo zmarnotrawić. Pisze Pan że daleko do takich aglomeracji jak Poznań i Wrocław, ale przecież Trójmiasto Lubuskie to ludnościowo jedna trzecia takiego Poznania czy Wrocławia. Tylko że współpraca tych miast leży, wspólna komunikacja zbiorowa od lat się nie może narodzić, a ostatnia debata w radiu o Trójmieście pokazała że działalność stowarzyszenia zawieszono, i zapomniano odwiesić pół roku po wyborach. Nie zrobiwszy uprzednio niemal nic.

Pisze Pan: „widzimy niedoskonałości, których nie dostrzegają przyjezdni”. Czy Pan nie przesadza z ta pewnością siebie? Niech Pan zapyta kilku przyjezdnych, najlepiej spoza kraju, o wrażenia odnośnie naszego miasta, i od razu zażąda szczerej oceny bez żadnych kurtuazji.
Ciągnie Pan dalej w owej dziwnej liczbie mnogiej: „To dobrze, że mamy duże aspiracje”. Przepraszam, ale z Pana ust to zakrawa na szczyt obłudy. Pamiętam niedawną rozmowę z Panem odnośnie Winobrania. Wyraził Pan pogląd iż ma to być lokalna impreza dla zielonogórzan, podczas gdy inni chcieli by była to impreza o randze ogólnopolskiej, jako że to miasto nie ma już jakiejkolwiek innej imprezy o randze krajowej. Pan nazwał przeciwników tego pijackiego odpustu w jego obecnym kształcie mianem „frustratów, pesymistów”. Hola, hola! 79 % młodych zielonogórzan miało krytyczne zdanie o tej imprezie, jak wykazały wyniki badań prowadzonych przez tutejszą organizację pozarządową. Czy sądzi Pan że odsetek frustratów i pesymistów jest aż tak wysoki?

Pisze Pan o amfiteatrze- cóż z tego że zmodernizowano scenę, skoro od dekady niemal nic w nim się nie dzieje? Miasto nie potrafiło reaktywować dawnych festiwali nawet w innej formie i z innym rodzajem muzyki, mimo że w Gorzowie z sukcesem MCK reaktywowało „Reggae nad Wartą” po dekadzie przerwy, i już w drugim roku po reaktywacji namioty rozbijali fani z całego kraju. Także w Nowej Soli podążono za obecnym głównym nurtem kultury młodego pokolenia i tamtejszy festiwal reggae jest coraz bardziej znany. W Zielonej Górze nie dzieje się nic festiwalowego nawet na lokalną skalę. Nie zjeżdżają się fani z kraju, ani nawet z powiatu, nikt tu nigdy nie widział festiwalowego miasteczka namiotowego mimo że trochę miejsca przy amfiteatrze jest. Jeśli nawet coś się dzieje, to jest to zupełnie nieatrakcyjne dla gustów typowych bywalców letnich festiwali i nikogo do miasta nie przyciągnie.

To miasto zamarło, zarówno kulturalnie, jak i gospodarczo, na połowie lat 90-tych ubiegłego wieku. Jest miastem dla osób starszych, dla tych po 40-ce, dla emerytów, rencistów. Pan może tutaj czuje się dobrze, natomiast inni są przerażeni Pańską ignorancją oraz butą. Z tego powodu dla wielu to osoby takie jak Pan są widziane jako spiritus movens zastoju miasta. Proszę Pana, może i Zielona Góra jakoś się pomału rozwija w swoim marazmie, ale inne miasta prześcignęły ją o wiele długości. A ludzi posiadających takie cechy jak ignorancja, przekonanie o własnej nieomylności oraz nie mających szacunku dla innych nazywa się tu betonem. Z tego co Pan pisze i z jakim szacunkiem odnosi się Pan do argumentów przeciwnika wynika że tym miastem rządzi beton ślepy na inne argumenty i inne spojrzenie.

4 komentarze:

Ilu mieszkańców mieszka wg ciebie w Zielonej Górze?